Manicure w moich ulubionych kolorach, czyli jasny róż, biel i szarość

Wśród moich ulubionych kolorów (napiszę o tym osobny, szczegółowy post) jest różowy, szary i biały. Uwielbiam je ze sobą łączyć i komponować. Mani, które pokażę Wam dziś powstało podczas majówkowego długiego weekendu, bo poprzednie kompletnie mi się znudziło i miałam ochotę na coś nowego.
Róż to MAGA nr 101 Newborn. Jest naprawdę śliczny. Delikatny, rozbielony róż. Problemem jest zdecydowanie krycie. U mnie widzicie trzy cienkie warstwy, jednak mimo to na żywo zauważyć można miejsca, w których mogło być go więcej i mniej poprzez większe napimentowanie. Miałam nadzieję, że będzie równie świetny, co pierwsze zamówienie, ale tutaj troszkę mnie zawiódł. Tak, jak pozostałe lakiery hybrydowe MAGA jest gęsty, przez co nie wylewa się na skórki. Nie wpływa to negatywnie na utwardzanie, bo wszystko jest idealne po minucie w lampie LED 48 W.
Biel to HiHybrid #114 Pure White, o której pisałam Wam tutaj. Nadal podtrzymuje, że to mój ulubiony wariant tego koloru.
Szarość to ponownie MAGA, tym razem o nr 506 Grey Like Stone. Jej nazwa świetnie ją odzwierciedla. Ma w sobie niewielkie niebieskie tony, przez co nie jest to nudny, szary lakier. Kryje po dwóch warstwach, które bardzo równiutko pokrywają płytkę paznokcia. Jest gęsty i utwardza się w minutę w lampie LED 48 W. 
Aby całość nie była zbyt prosta chciałam dołożyć naklejkę wodną. Nie znalazłam jednak spośród prawie 200 arkuszy żaden wzór, który by mnie satysfakcjonował. Dlatego postanowiłam zaaplikować złote płatki od BornPrettyStore na białym serdecznym i różowym kciuku. Dzięki temu stylizacja się dopełniła, a całość bardzo mi się podoba.
Z pewnością wkrótce pokażę Wam inne ułożenie tych kolorów na drugiej ręce, bo tam całość wygląda już nieco inaczej.

Jak podoba Wam się moje mani? Lubicie nosić takie kolory czy stawiacie na bardziej odważne?
Czytaj dalej »

CHIODO PRO - zestaw startowy + manicure

Jak za pewne już wiecie uwielbiam testować nowości hybrydowe. Tym bardziej ucieszyłam się, gdy miałam okazję poznać kolejną markę CHIODO PRO oraz kolekcję Edyty Górniak. Jeśli jesteście ciekawe moich pierwszych wrażeń, to zapraszam na dzisiejszy wpis.
Zestaw hybrydowy został zapakowany w pudełko o przepięknej, wiosennej grafice, które z pewnością będzie nie tylko służyło do przechowywania całości, ale także świetnie sprawdzi się w roli delikatnego tła. Spoglądając pierwszy raz na nie od razu dostrzegłam, moim zdaniem, kwiaty kwitnącej jabłoni i przypomniały mi się czasy dzieciństwa, gdy leżałam na kocu i malowałam je. Cudowne wspomnienia. Po otwarciu ukazała mi się lampa ChiodoPRO Lampa UV Unique SLIM 24W UVLED.
Jest naprawdę fajna. Po złożeniu jest płaska, więc bardzo łatwo można ją zapakować do torby i zabrać w podróż, ponieważ nie zajmuje dużo miejsca. Aby stała należy rozłożyć dwie stópki, które znajdują się od strony diod. Ma dwa czasy utwardzania 30 i 60 s. Utwardzając paznokcie wybieram tę drugą opcję. Zasilana jest kablem USB, który okazał się dla mnie nowością. Spotykałam go przede wszystkim w szczoteczkach sonicznych, ale nigdy w lampie. Wygląda równie elegancko co lampa.
Do zestawu dołączone były także remover oraz cleaner. Oba w stylowych, czarnych buteleczkach ze złotymi napisami oraz base coat i top coat.
Produkty te, podobnie do hybryd kolorowych, znajdują się w czarnych, matowych buteleczkach. Bardzo podoba mi się to połączenie matu ze złotem, które dodaje elegancji i sprawia, że całość nie wygląda przeciętnie, ale jak produkty z wyższej półki. Base coat jest nieco rzadszy niż top coat, jednakże nie ma problemu z jego aplikacją pod skórki.
Top coat jest gęstszy, ale nie jest to spora różnica. Dobrze pokrywa się nim gotowego paznokcia. Nie spływa na skórki. Oba produkty mają proste pędzelki i utwardzają się w 30 s w lampie dołączonej do zestawu. Top na koniec należy przetrzeć cleanerem, ponieważ pozostawia lepką warstwę.
W moim pudełeczku znalazły się dwa kolory z kolekcji Edyty Górniak. Pierwszy to SUN & SEA Edyta Górniak My Choice 781 Caribean Punch 7ml
Jest on piękną, ale zarazem mocną i neonową pomarańczą. Dla mnie to naprawdę istne szaleństwo, ale zbliża się druga część mojego projektu i kolor POMARAŃCZOWY, do którego okazał się być idealny! Z pewnością o nim wkrótce przeczytacie więcej, bo pomimo że nigdy nie miałam pomarańczy na paznokciach, teraz mam na niego chrapkę!
Drugi kolor to SUMMER TOUCH Edyta Górniak My Choice 740 MANGO SPLASH 7ML
Jest zdecydowanie bardziej stonowany. Mi przypomina lody lub mus truskawkowy, które uwielbiam. Przetestowałam już go, kryje po dwóch lub trzech cienkich warstwach. Nie jest bardzo gęsty, ale też nie szczególnie rzadki. Powiedziałabym, że jest w sam raz, ale mimo to trzeba uważać, aby nie zalać nim skórek. Utwardza się w dołączonej lampie w 60 s. Przepięknie wygląda na paznokciach, którym dodaje dziewczęcego uroku. Zdecydowanie może być jednym z hitów tego lata.
Do zestawu dołączone były także papierki do ściągania lakieru hybrydowego. Jak wiecie, wolę spiłowywanie, które mniej niszczy zarówno moją, jak i moich klientek płytkę. Znalazłam także waciki bezpyłowe, bez których nie wyobrażam sobie codziennej pracy.
Na koniec jeszcze blok polerski i pilniczek i tak prezentuje się cały zestaw.
Oczywiście nie mogłam nie wykonać manicure, więc tym razem w roli modelki jest moja kuzynka. Obie lubimy połączenia różu i bieli, więc przypadło nam do gustu to zdobienie. Dodałam jeszcze kontury kwiatków, które zostały wykonane metodą blossom.
Znacie markę CHIODO PRO? Wolicie neonowe kolory czy pastelowe? 
Czytaj dalej »

Synchroline, Aknicare, żel, krem i roller

Z marką Synchroline znam się już bardzo dobrze. Wcześniej na blogu opisywałam Wam krem koloryzujący oraz preparat w sprayu. Dziś to żel do mycia twarzy, krem do twarzy i roller na pojedyncze zmiany. Jeśli jesteście ciekawe jak to trio się u mnie sprawdziło, to zapraszam na wpis!

Seria Aknicare to wyroby medyczne przeznaczone do terapii z trądzikiem o słabym i średnim nasileniu Preparaty AKNICARE zarejestrowane są jako wyroby medyczne - wykazują właściwości terapeutyczne przy zachowaniu bezpieczeństwa dermokosmetyku. Przeznaczone są do stosowania miejscowego w przypadku trądziku pospolitego: wykwitów niezapalnych (zaskórniki otwarte, zamknięte) oraz zapalnych o słabym i średnim nasileniu. Gama Aknicare w skuteczny sposób kontroluje mikrośrodowisko jednostki włosowo-łojowej, działa seboregulująco, przeciwbakteryjnie, wpływa na fizjologiczne różnicowanie się komórek naskórka oraz wykazuje właściwości przeciwzapalne. Aknicare w swym składzie zawiera opatentowane połączenie składników aktywnych, działających na 4 przyczyny powstawania trądziku:
  • nadprodukcja łoju i wpływanie na jakość łoju- linolan etylu, mleczan cynku
  • nadmierna keratynizacja naskórka w obrębie jednostki włosowo-łojowej- kwas salicylowy, linolan etylu, cytrynian trietylu
  • kolonizacja Propionibacterium Acnes - GT-Peptide-10
  • Stan zapalny- cytrynian trietylu
  • Skuteczność składników gamy Aknicare poparte jest badaniami naukowymi (publikacja w British Journal of Dermatology-2007).
Ponad to:
  • nie zawierają retinoidów ani antybiotyków oraz nie powodują oporności na bakterie
  • nie powodują przesuszenia skóry, podrażnienia
  • mogą być stosowane samodzielnie, bądź uzupełniająco w terapii trądziku o silnym nasileniu (retinoidy doustne, antybiotykoterapia)
  • nie są fototoksyczne - nie wywołują podrażnienia skóry na skutek promieniowania UV, stąd też mogą być stosowane przez cały rok.

ŻEL OCZYSZCZAJĄCY DO SKÓRY TŁUSTEJ I TRĄDZIKOWEJ 
Delikatny żel oczyszczający do skóry z tendencją do trądziku i przetłuszczania się. Dzięki obecności 1 % kwasu pirogronowego działa keratolityczne, komedolityczne, przeciwbakteryjne, sebostatycznie.

SKŁAD: AQUA (WATER), PEG- 120 METHYL GLUCOSE DIOLEATE, SODIUM MYRETH SULFATE, DISODIUM LAURETH SULFOSUCCINATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, SODIUM LAURYL GLUTAMATE, SODIUM DILAURETH-7 CITRATE, PYRUVIC ACID, TRIETHYL CITRATE, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, PROPYLENE GLYCOL, PHENOXYETHANOL, SODIUM CHLORIDE, TRICLOSAN, DISODIUM EDTA, IMIDAZOLIDINYL UREA, PARFUM (FRAGRANCE).
Żel zamknięty jest w bardzo praktycznej butelce z pompką. Dla mnie, jak już wiecie, wszelkiego rodzaju pompki są najlepszym rozwiązaniem, bo zachowywana jest higiena. Jest transparentny o miłym zapachu, ale nieco bardziej rzadki niż przeciętny tego rodzaju kosmetyk. Warto uważać, aby nie przelał się przez palce. Na moją twarz wystarczą jedna, dwie pompki. To wszystko zależy od tego czy wcześniej zmyłam makijaż micelem czy nie.
Używam go już z 1,5 miesiąca i dopiero w połączeniu z odpowiednio dobranymi kosmetykami pielęgnacyjnymi zaczęłam zauważać pozytywne efekty, choć nie są one aż tak bardzo widoczne z dnia na dzień. Moim problemem są zaskórniki zamknięte, które pojawiły się po kuracji jednym z serum, o którym już Wam wspominałam, a nie trądzik ze zmianami ropnymi. Żel dobrze oczyszcza twarz, która po spłukaniu wodą jest lekko ściągnięta, ale tonik przywraca jej odpowiednie pH. Stosuję go tak jak zaleca producent, czyli pozostawiam na 30 sekund. U innych blogerek czytałam, że dzięki temu nie muszą używać już peelingu, bo zawarty kwas dobrze złuszcza naskórek. W moim  przypadku oczywiście złuszczenie jest odczuwalne, ale nie na tyle, aby pominąć peeling. Dlatego pomimo wykonywanej 1-2 w tygodniu mikrodermabrazji diamentowej, wspomagam się innym, zazwyczaj enzymatycznym. Ze zmyciem makijażu radzi sobie w dobrze. W przypadku żelu do mycia twarzy najważniejsze było, aby nie pogorszył stanu mojej cery i w tej kwestii sprawdził się całkiem ok. Aplikowałam go na twarz w dwojaki sposób. Albo była to szczoteczka soniczna, której nota bene przestałam używać, aby sprawdzić czy to można ona powoduje zwiększoną liczbę grudek pod skórą, albo dłońmi. W obu przypadkach nie ma żadnej różnicy ze skutecznością działania tego kosmetyku, wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Preparat przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry tłustej, ze słabo i średnio nasilonym trądzikiem zapalnym oraz do podtrzymywania zakończonego leczenia dermatologicznego. Aknicare cream kontroluje objawy trądziku, nawilża skórę oraz nadaje efekt matujący.
SKŁAD: AQUA (WATER), TRIETHYL CITRATE, ALCOHOL DENAT., CETEARYL ALCOHOL, ETHYL LINOLEATE, POLYACRYLAMIDE, ZINC LACTATE, ARACHIDYL ALCOHOL, OLIGOPEPTIDE- 10, SALICYLIC ACID, SODIUM HYALURONATE, CETEARYL GLUCODIDE, BEHENYL ALCOHOL, BIS- ETHYLHEXYL HYDROXYDIMETOXY BENZYLMALONATE, ARACHIDYL GLUCOSIDE, BUTYLENE GLYCOL, LAURETH-7, PENTAETYTHYTYL TETRA-DI-t-BUTYL HYDROXYHYDROCINNAMATE, C13-14 ISOPARAFFIN, SODIUM HYDROXIDE, PARFUM (FRAGRANCE)
Emulsja zamknięta jest w 50 ml tubce wykonanej w miękkiego plastiku. Jest ona zakręcana, więc tutaj wolałabym, aby wydobywanie odbywało się nieco inaczej. Zapach ma delikatny, ale orzeźwiający i bardzo przyjemny. Koloru jest mleczno-białego. Z łatwością rozprowadza się po twarzy, na której bardzo szybko się wchłania pozostawiając skórę miękką i nawilżoną, chociaż bez jakiś spektakularnych efektów.
Moja skóra nie wymaga wielkiego matowienia, ostatnio nie błyszczy się aż nadto, więc w tej kwestii nawet mi nie przeszkadzało to, że tego efektu nie uzyskałam. Najważniejsze jest nawilżenie. Emulsję aplikuję wyłącznie rano. Zazwyczaj albo jako bazę pod makijaż, gdy już nakładam mineralny podkład, albo solo, gdy wiem, że z domu nie muszę wychodzić dalej niż do własnego ogrodu lub spacer z dzieckiem po mojej wsi. Z efektu, który uzyskałam jestem średnio zadowolona. Cera jest nawilżona, ale odczuwam miejscami, szczególnie na policzkach, jakby było one na niskim poziomie. Na szczęście mnie nie zapycha, wręcz przeciwnie. Zaskórniki zostały lekko zniwelowane, co mnie bardzo cieszy. Pomimo, że używam go codziennie w mojej tubce nadal pozostało sporo kosmetyku i mam nadzieję, że jego działanie przez ten czas się nie zmieni.

ROLLER NA POJEDYNCZE ZMIANY TRĄDZIKOWE 
Roztwór alkoholowy do punktowego stosowania zmiany trądzikowe w fazie formowania się oraz na istniejące zmiany zapalne. Aplikator w postaci kulki zapewnia wygodne stosowanie preparatu.

SKŁAD: ALCOHOL DENAT., TRIETHYL CITRATE, CAPRYLOYL GLICINE, ETHYL LINOLEATE, PEG- 14 DIMETHICONE, ASCORBYL PALMITATE, OLIGOPEPTIDE- 10, SALICYLIC ACID, BUTYLENE GLYCOL, PENTAETYTHYTYL TETRA-DI-t-BUTYL HYDROXYHYDROCINNAMATE
Roller to typowa mała tubeczka za szczycie, której znajduje się kulka. Buteleczka jest naprawdę mała, więc jeśli Wasz trądzik jest obfity, nie będzie zbyt wydajny, pomimo że ilość jaką się aplikuje jest niewielka. 
Producent zaleca stosowanie go co 2-3 godziny. Dla mnie byłoby to nieco męczące, tym bardziej, że w ciągu dnia nie mam na nic czasu. Natomiast przełamałam się i za każdym wyjściem do toalety postanowiłam zaaplikować sobie produkt na niewielki stan zapalny, który zaczął powstawać dzięki jednemu z olejowi. Za dnia nie zauważyłam zbyt dużej poprawy, natomiast jak wiadomo skóra najlepiej regeneruje się nocą. Rankiem mogłam zobaczyć efekty. Faktycznie zmiana była mniejsza, bardziej uspokojona, jednak dostrzegłam, że skóra jest jakby delikatnie spalona? Przyczyną może być obecność alkoholu, który za bardzo ją wysuszył. 
Aplikując roller tylko na noc, po przebudzeniu nie ma aż tak sporej różnicy, jednak jest ona również zauważalna, ale cała kuracja trwa dłużej. Tutaj zostawiam Wam znalezienie swojego złotego środka: lepiej aplikować co 2-3 godziny lub rzadziej w ciągu dnia czy tylko na noc i przedłużyć całą kurację. 
Nie mogę powiedzieć, że nie jestem zadowolona z działania kosmetyków, bo tak jak Wam wspomniałam wyżej w połączeniu z inną dermokosmetyczną firmą wygląd mojej cery się poprawił. z pewnością będę korzystała z tego zestawu tak długo, aż uznam, że osiągnęłam efekt, na którym mi zależało.

Znacie markę Synchrolinę i tę serię? Który z kosmetyków najbardziej Was zaciekawił?
Czytaj dalej »

NOX Nails - lakiery hybrydowe

Uwielbiam lakiery hybrydowe. Nic w tym dziwnego, skoro przez 99,9% czasu mam jakiś na paznokciach. Lubię kiedy trzymają się długo i pomimo, że kategoria bloga uległa zmianie i będzie to typowa paznokciowa strona, to nie jestem zwolenniczką co dziennego malowania paznokci. Dziś chciałabym pokazać Wam moje cztery nowości marki NOX Nails, do której wzdychałam od dłuższego czasu, bo kolory kupiły mnie w stu procentach. Jeśli jesteście ciekawe, jakie wybrałam kolory, to zapraszam na dzisiejszy wpis!

Lakiery hybrydowe NOX Nails występują w białych buteleczkach z czarnymi, matowymi nakrętkami. Z przodu widnieje trójkącik z kolorem, a poniżej nazwa oraz numerek. Jeśli macie dużą ilość tych lakierów lub poukładane z innymi markami to faktycznie szukanie odpowiedniej buteleczki można sprawić nie mały problem. Myślę, że dobrze byłoby, aby dany kolor znalazł swoje miejsce także na górnej części nakrętki. Jest to moja luźna sugestia. Pędzelek jest średniej długości, o odpowiedniej, jak dla mnie, szerokości i prosto ścięty. Lakier nie jest ani za gęsty ani za rzadki. Będzie idealny do pracy również dla początkujących stylistek czy dziewczyn, które wcześniej nie miały styczności z hybrydami. Kolory są fajne napigmentowane. To co zasługuje na uznanie to wszystkie informacje zawarte na tylnej naklejce buteleczki. Wyobrażacie sobie w jakim była szoku, gdy zobaczyłam tam dokładny skład/INCI? Naprawdę u niewielu marek można go tam zobaczyć. Dla mnie to wielki ukłon w stronę kupujących i zarazem ogromny szacunek.

smerfowy 
Nie ma się co oszukiwać, niebieskości nie są moim ulubionym kolorem na paznokciach. Nie darzę ich ogromną sympatią, jednak kiedy zobaczyłam SMERFOWY, wiedziałam że chcę go mieć. Przypomniałam sobie o projekcie i jednej z części, w której to niebieski odgrywa ogromną rolę, a ja nie mam żadnego (no, może z wyjątkiem jednego, ale jego pigmentacja pozostawia wiele do życzenia) niebieskiego lakieru, który będzie błękitem idealnym. Te, które posiadam są albo ciemne albo z szarymi tonami. Ten jest idealnie idealny.
Jeśli chodzi o jego nazwę, to bardziej pasowałaby, w moim mniemaniu, lody o smaku smefrowym. Z tego co pamiętam, a jeszcze parę dni temu razem z Martynką oglądałam bajkę, Smerfy były ciemniejsze. Mimo to nie będę się czepiać o nazwę, bo kolor wszystko wynagradza.

WRZOS 
Fiolety ostatnio dość często przewijają się w moich hybrydowych paczkach. Bardzo lubię ich połączenie z różem, które w ostatnim czasie mogłyście zobaczyć dwa razy. WRZOS to kolor nieoczywisty. Fiolet wymieszany z różem, który stworzył interesujący odcień. Jak na razie nie mam na niego specjalnego pomysłu, chociaż za pewne wykorzystam go również w najbliższym czasie. Właśnie wpadł mi do głowy pewien pomysł, ale na razie cii...

guma balonowa 
Ze wszystkich kolorów jakie mam, ten ma najbardziej precyzyjną nazwę. Pamiętacie gumę Orbit dla dzieci? To właśnie o niej pomyślałam, jak odkręciłam buteleczkę GUMA BALONOWA. Róże kocham miłością bezgraniczną. Szczególnie te jasne, stonowane kolory. Ten z pewnością na moich paznokciach zagości już w poniedziałek, kiedy będzie robiła nowy manicure na roczek Martynki. Mam już ogólny pomysł jak go wykonać, więc mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli i wkrótce zobaczycie efekty.

RÓżowa pantera 
Kojarzycie Różową Panterę? W sumie, kto by jej nie kojarzył wraz z charakterystyczną muzyczką. Ten kolor wspaniale ją oddaje. Będzie wyglądał genialnie przede wszystkim do opalonych dłoni na wakacyjne wojaże. Oczywiście i na ten kolor mam już pomysł, ale wszystko w swoim czasie.

Mam nadzieję, że chociaż trochę zaciekawiłam Was tą marką. Ja nie mogę się doczekać, aż wykonam sobie pierwsze paznokcie tymi lakierami.

Znacie NOX Nails? Który kolor najbardziej do Was przemawia?
Czytaj dalej »

Liqpharm, LIQ Ce i LIQ CR

Od pewnego czasu na wielu blogach pojawiły się recenzję LIQC. Chyba nie przeczytałam jeszcze żadnej negatywnej opinii, a przynajmniej takowej nie pamiętam. Zachęcona Waszym zdaniem, również sięgnęłam po dwa sera: LIQ Ce i LIQ CR, mając nadzieję, że sprawdzą się równie dobrze. Czy tak się stało? Zapraszam do dalszej części wpisu.
Oba produkty znajdują się w bardzo podobnych kartonikach, które różnią się tylko kolorami. Wewnątrz są takie same buteleczki wykonane z czarnego szkła (za to wielki plus) z nieco innymi informacjami, dotyczącymi właściwości danego serum. Wydobywa się je za pomocą pipetki.
Serum-maska LIQ Ce stosowana regularnie na noc odżywia, regeneruje i zapewnia skórze odwodnionej komfort i właściwe funkcjonowanie. Wysokie stężenie witaminy E (15%) nie tylko ogranicza i spowalnia proces starzenia się skóry, poprzez wychwyt wolnych rodników, ale również poprawia widocznie jej elastyczność i napięcie. Dodatek kwasu hialuronowego i ksylitolu zapewnia długotrwałe nawilżenie i wygładzenie. Skóra po nocy pozostaje doskonale nawilżona, gładka, a podrażnienia złagodzone.
SKŁAD: Aqua (Water), Propylene Glycol, Tocopheryl Acetate, Xylitol, Sodium Hyaluronate, Citric Acid, Polysorbate 20, Methylparaben, Propylparaben
Serum z witaminą E jest koloru mleczno-białego. Nie pamiętam czy miał zapach, ale jak mniemam albo nie miał, albo był tak delikatny, że w ogóle mi nie przeszkadzał. Znając cudowne właściwości witaminy E z chęcią rozpoczęłam kurację. Przed aplikacją wstrząsnęłam buteleczką, aby zawartość wymieszała się. Zawsze nakładałam je na noc, po dokładnym oczyszczeniu twarzy. Gdy całość wchłonęła, pozostawał klejący film, którego bardzo nie lubię.
Po regularnym stosowaniu nie zauważyłam jakiejkolwiek zmiany na plus. Skóra wyglądała dokładnie tak samo, jak przed kuracją. Jako, że moja cierpliwość się kończyła postanowiłam zrezygnować z tego serum.

Serum LIQ CR koryguje niedoskonałości i pomaga zredukować bruzdy, zmarszczki oraz plamy starcze. Odpowiednie stężenie czystego Retinolu (0.3%) nie tylko ogranicza i spowalnia proces starzenia się skóry ale również, poprzez intensywny wpływ na syntezę kolagenu, poprawia widocznie jej elastyczność i napięcie. Obecność kwasu laktobionowego i witaminy E zapewnia optymalne funkcjonowanie bariery naskórkowej w trakcie kuracji Retinolem.
SKŁAD: Aqua (Water), Propylene Glycol, Lactobionic Acid, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Retinol, Polysorbate 20, Methylparaben, Propylparaben
Serum z retinolem jest koloru żółtego. Tutaj również nie pamiętam zapachu, ale nie przeszkadzał mi.
Ostatnio spotykam sporo kosmetyków z tym składnikiem. Nie wiem czy panuje na to jakaś nowa moda. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy czym tak naprawdę jest retinol i jakie są skutki jego stosowania, które u mnie się niestety pojawiły.
Przed jego użyciem moja twarz wyglądała dobrze. Nie miałam ani zaskórników, ani wyprysków. Od czasu, gdy zaczęłam go aplikować wszystko się zmieniło. Kompletny wysyp zaskórników na twarzy, miejscami także stany zapalne. Tak, wiem pomyślicie, że przecież skóra się oczyszcza, dlatego tak to wszystko wygląda. Ale te zmiany nie chciały schodzić przez cały czas użytkowania serum, czyli ponad dwa miesiące. Wtedy postanowiłam, że przestanę go używać i wdrążyłam do swojej codzienności naturalną pielęgnację. Wszystko wraca do normy. Wypryski i stany zapalne zniknęły, zaskórniki powoli także są przeszłością.
Czytałam, że wielu z Was skóra zaczęła się łuszczyć. Jednym bardziej, drugim mniej. U mnie nigdy tego nie zauważyłam. Stosowałam go zgodnie z zaleceniami. Najpierw dwa razy w tygodniu, a następnie co dwa, trzy dni.
Do jego odstawienia przekonał mnie również fakt, że po zaaplikowaniu serum z retinolem należy albo unikać promieni słonecznych, albo używać kremu z filtrem. Dla mojej, i tak źle wyglądającej, cery to był kolejny cios poniżej pasa. Nie chciałam aż tak jej obciążać i ostatecznie serum wylałam.
Naprawdę myślałam, że skóra twarzy zyska drugą młodość. Nic z tych rzeczy. Jak widać ani jedno, ani drugie u mnie się nie sprawdziło, więc myślę, że nie skorzystam z innych wariantów, bo ponownie wyjdą cuda, wianki.

Znacie LIQ? Jakie są Wasze przygody z tymi dwoma wariantami?

Czytaj dalej »

Dermedic Capilarte, czyli czy to działa?

O serum Dermedic pisałam w marcu tylko krótkie info, które możecie przeczytać tutaj. Dałam sobie spokojnie czas, aby dobrze je przetestować i dziś chciałabym opowiedzieć Wam o moich efektach.

Szczerze mówiąc, nie wiem co mam napisać... Zawiodłam się ponownie, bo moje włosy jak wypadały tak wypadają. Liczyłam na poprawę, ale nie osiągnęłam za wiele. Oczywiście, serum nakłada się bardzo łatwo. Dobrze się wmasowuje. Nie obciąża włosów, więc nie ma obawy, że na drugi dzień ze świeżo umytej głowy zrobi się tygodniowe zanieczyszczenie, ale... No właśnie, to ale sprawiło, że przestałam wierzyć w jakiekolwiek cuda o cudownym zaprzestaniu wypadania włosów. Nie chcę Wam powiedzieć, że ten produkt u mnie nie zadziałał. Czytałam sporo opinii i dziewczyny chwaliły go. U mnie widocznie ten problem leży gdzieś indziej, bo kompletnie nic nie jest w stanie mi pomóc. Czyżby czas udać się do lekarza na szczegółowe badania?
A co z szybszym wzrostem włosów? Wydawać by się mogło, ze nie ma wielkiej różnicy, jak na dwa miesiące. Jednak warto zauważyć fakt, że wraz z grzywką podcięłam również końce o ok. 1 cm. Uważam, że nie ma w tej kwestii tragedii.
W buteleczce zostało mi sporo serum, dlatego nie przestaję kuracji. Tutaj naprawdę bardzo ważna jest systematyczność, ale postanowiłam dołączyć także odpowiednią suplementację i mam nadzieję, że za kolejny miesiąc czy dwa, gdy napiszę nowy wpis o swoich włosach będę mogła śmiało Wam powiedzieć, że jednak badania nie były potrzebne, a moje włosy nie dość, że nie wypadają to osiągnęły długość do pasa :P. Jak na razie mają taką, jaką wcześniej chciałam osiągnąć, tj. do zapięcia od biustonosza.
Czytaj dalej »

Jak wzmacniam swoje paznokcie? Mój drugi sposób

Jakiś czas temu pytałam się Was na moim Instagramie, czy chciałybyście poznać mój drugi sposób na wzmocnienie paznokci. Ponad 95% odpowiedziała na tak, więc dziś przychodzę do Was z moimi przemyśleniami, które (mam nadzieję) pomogą Wam w paznokciowych rozterkach. Tak naprawdę nie chodzi tutaj o jakąś innowacyjną metodę, ale o trzy produkty, dzięki którym Wasze paznokcie nabiorą odpowiedniej twardości i odporności na złamania.
Myślę, że na tym etapie dbania o paznokcie mogę śmiało powiedzieć, że nie są one jest w tragicznym stanie, jak chociażby rok temu. Faktycznie, czasami kiedy nie mam czasu lub po prostu nie chce mi się spiłowywać hybrydy (tutaj warto zaznaczyć, że jej nie odmaczam w acetonie) podważam ją i ściągam. Jednak jest to rzadkość, w której się pilnuje. Dlaczego nie odmaczam paznokci w acetonie? Zauważyłam, nie tylko u siebie, ale także u sporej większości moich klientek, że wpływa to na pogorszenie stanu płytki, która staje się miękka i bardziej łamliwa. Pilniczek (chociaż nie ukrywam, że frezarka jest moim małym marzeniem) sprawdza się naprawdę dobrze. Pomimo to moje paznokcie bez jakiegokolwiek wzmocnienia są dość delikatne, łatwo je zahaczyć (szczególnie o zamek od spodni) i złamać. Przetestowałam sporo baz hybrydowych. Jedne były typowo wzmacniające i służyły także do przedłużania, inne tradycyjne pod lakier hybrydowy. Z jednym wyjątkiem, którym jest baza proteinowa od Indigo, wszystkie się odklejały, głównie od wolnego brzegu. Na szkoleniach słyszałam nie raz powiedzenie, że hybrydy są bardziej plastyczne, dlatego tak świetnie sprawdzają się do naturalnych paznokci. Oczywiście, są plastyczne, co nie znaczy, że nie są sztywniejsze niż paznokcie. Płytka paznokci codziennie pracuje, kiedy wykonujemy każdą, nawet najmniejszą czynność. W tym czasie hybryda, którą mamy nałożoną, odpoczywa, bo jest sztywna. U mnie jest to bardzo dobrze zauważalne, gdy po jednym czy dwóch dniach mogę oddzielić lakier od paznokcia. Sposób, o którym Wam zaraz opowiem zniwelował ten problem.
Drugim problemem odklejania się lakieru hybrydowego, który spotykam bardziej u klientek niż u siebie jest tzn. tłusta płytka paznokcia. Nie oszukujmy się, nie ma czegoś takiego. Paznokcie są zrogowaciałym tworem naskórka, czyli są martwe. Nie ma w nim ujścia gruczołów łojowych. Myślę, że łatwiej będzie to zrozumieć na przykładzie włosów i ich przetłuszczania się. To nie włosy wytwarzają łój, który wpływa na ich świeżość, tylko skóra. Dlatego o wiele bardziej trafne powiedzenie to przetłuszczająca się skóra głowy. Tak samo jest z naszymi paznokciami. Jeśli już mają być tłuste, to dlatego że wokół nich znajduje się sporo sebum.
Bardzo długo szukałam sposobu, który pomógłby mi w zapuszczeniu długich paznokci i dodatkowo świetnie je wzmacniał. Na jednym z forum przeczytałam o marce Victoria Vynn (jeszcze przed tym jak przetestowałam Mega Base) i postanowiłam spróbować, bo co mi szkodziło? Szybko zamówiłam na stronie trzy produkty z serii Gel System. Trio idealnie sprawdza się do przedłużania naturalnej płytki paznokci, którą pokazywałam Wam w tym manicure. Mi nie chodzi tylko o ich przedłużanie, ale przede wszystkim wzmacnianie. Miałam pewne obawy, że całość, tak jak inne żele, nie będzie się trzymało na moich miękkich paznokciach. Okazały się one całkowicie bezpodstawne.
Swój manicure zaczynam tradycyjne od skórek, które nigdy nie chcą ze mną współpracować i zawsze wyglądają tragicznie - znacie na nie jakiś sposób? Następnie matowię płytkę. Jest to niezwykle ważny krok, który wiele stylistek robi na odwal. Przetestowałam to i mogę Wam tylko powiedzieć, że im lepiej zmatowiona płytka, tym lepiej całość się trzyma. Nie chodzi o to, aby była ona przeorana pilniczkiem 80/80, ale bez jakichkolwiek miejsc niezmatowionych. Mi wystarcza pilniczek 100/180, chociaż wykorzystuję 180. Następnie dobrze odpylam, odtłuszczam i aplikuję Primer Acid Victoria Vynn. Nie ma on przyjemnego zapachu. Jest duszący, więc lepiej go nie wciągać za bardzo. Odczekuję, aż całkowicie wyparuje. W kolejnym kroku nakładam Base Build Gel Victoria Vynn. Baza jest bardzo płynna, więc należy uważać, aby nie zalać sobie przy okazji skórek dookoła. Pomimo tego po utwardzeniu sprawia, że paznokcie momentalnie stają się twarde jak skała. U mnie wystarcza jedna warstwa. Nie polecam jej solo pod hybrydy. Przez cienką warstwę jaką należy nałożyć i bez dodatkowej bazy hybrydowej czy żelu po pewnym czasie zacznie się odklejać i łuszczyć. Jeśli chcecie nałożyć na nią bazę należy przedtem przetrzeć ją cleanerem, bo będzie Wam spływać.
Na koniec idzie żel Build Gel Victoria Vynn, mój jest w kolorze Cover Peach. Pierwsza warstwa jest cienka, drugą buduję wszystkie krzywe. Bardzo przyjemnie się na niej pracuje. Sama się poziomuje, więc jest to wielkie ułatwienie dla tych z Was, które nie koniecznie świetnie się czują w nadbudowywaniu. Musicie jednak wiedzieć, że nie trzeba tworzyć wieży Babel, aby całość była wystarczająco utwardzona. Staram się, aby efekt końcowy był jak najbardziej naturalny i ładnie zakrzywiony, dzięki czemu piłowania mam naprawdę niewiele. Dodatkowo cover sprawia, że paznokcie zyskują śliczny, naturalny, zdrowy koloryt. Po ostatnich szlifach przecieram na koniec paznokcie cleanerem i są gotowe do dalszej pracy. Jeśli mam ochotę nakładam hybrydę, jeśli nie to zostawiam je w spokoju.
W momencie, gdy pojawia się odrost nie trzeba spiłowywać wszystkiego do zera. Wystarczy spłycić krzywe i spiłować odrost, po czym ponownie zaaplikować primer (tylko na naturalną płytkę), bazę i dwie warstwy żelu.
Pomyślicie, że jest przy tym sporo pracy. Faktycznie, nie każda z nas jest przyzwyczajona do takiej ilości nakładanych produktów. Weźcie pod uwagę to, że część dziewczyn marzy o długich paznokciach, które pozostają tylko czymś nierealnym. Sposób z wykorzystaniem produktów Victoria Vynn może okazać się naprawdę zbawiennym. Początkowo, po niezbyt miłym spotkaniu z Mega Base nie byłam do końca przekonana czy to się uda. Dziś jest to mój typ nr 1 dla długich paznokci.

Czytaj dalej »

Cera tłusta - mój codzienne rytuały.

Dzisiejszy post kieruje do wszystkich dziewczyn, które posiadają cerę tłustą. Opowiem Wam jak wygląda moja pielęgnacja, czego i jak używam.  Mam nadzieje, ze dzięki temu wpisowi zainspirujecie się i dodacie do codziennych rytuałów więcej naturalności, jeśli używacie tylko mocno chemicznych kosmetyków. Pamiętajcie jednak, że osoby z cerą suchą, normalną lub mieszaną swoją pielęgnację muszą mieć inną.
PIJ WODĘ
Swój dzień rozpoczynam od mniej więcej 250 ml wody. Staram się, aby była ona letnia (nie gorąca). Ten płyn o wiele lepiej wypłukuje u mnie zanieczyszczenia i poprawia wygląd skóry, gdy nie jest zimny. Ciężko było mi się do tego przyzwyczaić. Mój żołądek nie tolerował jakiegokolwiek płynu przed posiłkiem, ale z czasem się przyzwyczaiłam. Staram się wypić co najmniej 1,5-2 litry w ciągu dnia. Gdy jest cieplej to tej objętości jest zdecydowanie więcej. Jedyną wadą jest częstsze chodzenie do toalety, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - organizm oczyszcza się z toksyn. Poza tym, pierwszy sygnał za małej ilości wody w ciele człowieka to ból głowy. Czasami wystarcza wypić dwie, trzy szklanki, aby wszystko wróciło do normy zamiast faszerować się lekarstwami.

ZIELONA HERBATA
Raz dziennie, obowiązkowo pije zieloną herbatę. Pamiętam jak będąc w Liceum dostałam uczulenia na pomidory, które objawiało się bolącymi, ropnymi miejscami. Wtedy właśnie koleżanka poleciła mi, aby piła tę herbatę. Naprawdę pomogła. Liściasta zalewam wodą w temperaturze ok. 70st C przez 3 minuty. Początkowo jej smak był ohydny, ale tak jak do wody, przyzwyczaiłam się.

DOBRE OCZYSZCZANIE
Zarówno rano, jak i wieczorem rytuał rozpoczynam oczyszczaniem. Do tego służy mi olejek z pestek malin połączony z olejkiem pichtowym w proporcji 4:1. Taka mieszankę, za pomocą pipety aplikuje na wilgotną lub suchą twarz i po prostu myje. Świetnie sprawdza się także do demakijażu oczu. Na koniec wycieram wszystko ściereczką z mikrofibry, którą mocno wyciskam z dość ciepłej wody. O ile skóra na twarzy nie lubi gorącej wody aplikowanej wprost, to przy pomocy ściereczki wszystko jest w jak najlepszym porządku. Czynność powtarzam zazwyczaj dwa lub trzy razy. Jeśli wiem, że nie będę robiła peelingu lub nakładała maseczki, na koniec opłukuje twarz zimna wodą, czasami nawet bardzo zimną, tak aby wszystkie pory się zamknęły. Natomiast jeśli po oczyszczaniu są dalsze kroki to po wytarciu twarzy i opłukaniu ściereczki na chwilę przykładam ja do twarzy, aby ciepło bardziej rozszerzyło pory, a peeling czy maseczka zadziałały lepiej. Zrobiłam nową mieszankę OCM z olejków z czarnuszki, z pestek malin, lnianego, rycynowego, jojoba i pichtowego. Olejek z pestek malin i pichtowy miałam połączony, więc potraktowałam to jako jedno, tak że każdego dodałam po 6 ml. (dopisać)
PEELING
Do tej czynności wybieram różne półfabrykaty. Aktualnie jest to mieszanka, o której pisałam Wam w tym poście. Nie wielką ilość dodaje do bazy, która notabene jest także olejkiem. Tutaj zazwyczaj świetnie spisuje się olejek do demakijażu od Resibo, a połączenie tych dwóch zapachów jest cudowno. Tak przygotowanym peelingiem peelinguje twarz i spłukuje. Tutaj pamiętam, aby była to woda letnia, nie gorąca.
W planie mam dokupić jeszcze wiele innych fajnych produktów, m.in. skorupę orzecha włoskiego, pestki malin czy truskawek ale jak na razie wole wykorzystać to co mam w zapasie.

MASECZKA
Staram się robić je co dwa, trzy dni za każdym razem wybieraj inną opcje: glinkę zielona, glinkę białą czy sodę oczyszczoną. W przypadku maseczki na twarz bardzo ważny jest sposób jej przygotowania. Mając wybrana bazę, niestety z proporcjami jest różnie, wiec tylko w sodzie je pamiętam (2 łyżeczki sody na 2 łyżeczki wody) dodaje wody. W prawidłowej pielęgnacji ważny jest także jej rodzaj. Nigdy nie użyje typowej kranówy. Proszek mieszam z wodą mineralną lub częściej wodą mineralną przegotowaną (tą, która używam dla mleka Martynki). Polecam Wam BabyZdrój, bo to jedyna, która po ugotowaniu nie pozostawia kamienia. Wodę odrobinę podgrzewam, aby jej temperatura było nieco wyższa niż pokojowa. Przygotowaną maseczkę aplikuje na twarz i w przypadku glinek pozostawiam na 10-15 minut, nie dopuszczając do zaschnięcia, które powoduje brak absorpcji toksyn, ode trzymam ok. 15-20 minut. Po tym czasie idę wszystko zmyć, ponownie letnią wodą i na koniec zimną.

TONIZACJA
Wykorzystuje własne toniki, a mam ich dwa. Jeden to aspirynowy, drugi bazyliowy, chociaż bazyliowy przez ostatnie parę dni towarzyszy mi częściej.
Jedną łyżeczkę suszonej bazylii zalewam 60 ml wrzącej wody. Parze pod przykryciem przez ok. 10 minut. Po tym czasie za pomocą gazy oddzielam płyn od liści i przelewam do buteleczki z ciemnego szkła.
Jeśli chodzi o aspirynę to tradycyjną, bez osłonek (15 tabletek) rozpuszczam w 100 ml cieplej, przegotowanej wody. Tabletki rozpuszczają się długo, czasami pozostają pływające fragmenty, które w większości rozdrobniłam na malutkie kawałeczki. Przelewam do butelki z ciemnego szkła i wraz z bazyliowym tonikiem przechowuje w lodowce.
Tonik bazyliowy zazwyczaj używałam tylko rano. Postanowiłam, że na okres wakacji i ciepłych, słonecznych dni będę aplikować tylko jego. Bazylia ma zbawienne właściwości dla cer trądzikowych. W przypadku mojej cery zapobiega przed powstawaniem nieproszonych gości.
Tonik aspirynowy, przynajmniej u mnie, powoduje bardzo mocne ściągnie, szczególnie w okolicy brwi. Dosłowne jakby oczy miały paraliż i same się kurczyły. Ze względu na swoje właściwości złuszczające nie polecam jeżeli wiecie, że spędzicie dzień na dworze, a Wasza skóra może przyjmować promieniowanie słoneczne. Dlatego lepszą opcją jest aplikowanie go przed snem. Uczucie ściągania jest naprawdę dziwne i o ile przed snem mi nie przeszkadza, chociaż drażni, to w dzień byłby nie do wytrzymania.

A CO Z KREMEM?
Nie używam go. W zamian aplikuje olejek o właściwościach nawilżających, ale przystosowany do mojej cery. U mnie najlepiej sprawdza się olej jojoba. Po skończonej pielęgnacji, zarówno porannej, jak i wieczornej na zagłębienie dłoni nakładam pipetką 5-6 kropel i wsmarowuję w twarz. Jest ona z początku mocno świecąca, ale po czasie wszystko wsiąka pozostawiając skórę miękką i nawilżoną.

NIEPROSZENI GOŚCIE
Zdarza się to rzadko, ale jednak czasami ktoś się pojawi. Wtedy z pomocą przychodzi mi wspomniany wyżej olejek pichtowy. Patyczek kosmetyczny zanurzam w butelce i nasączonego nakładam na wybrane miejsca. Robię to zawsze na noc, bo jego zapach jest dość intensywny, ale nie drażniący czy duszący. Mnie kojarzy się z pięknym zapachem świeżo ściętego drzewa w lesie. Bardzo go lubię. Rano stany zapalne są mniejsze lub całkowicie znikają.

JAKI MAKIJAŻ?
Patrząc na różnice pomiędzy naturalną a chemiczno-drogeryjną pielęgnacją zdecydowanie wygrywa ta pierwsza a efekty są świetnie widoczne. W związku z tym również kosmetyki kolorowe w większej mierze odstawiłam na rzecz mineralnych. Wyjątkiem jest pomada do brwi.
Zarówno korektor, podkład, puder jak i bronzer czy róż używam z LilyLolo lub Anabelle Minerals. Bardzo dobrze się spisują, nie zapychają, a dodatkowo pomagają mi w walce z zaskórnikami. Oczy zazwyczaj tylko tuszuję. Na co dzień nie mam ochoty na cienie, kreski czy inne cuda wianki. Brwi to wspomniana wyżej pomada z WIBO, o której pisałam Wam dawno, dawno temu. Kiedy wiem, że nie będę wychodziła na miasto, a dzień spędzę w domu lub przed domem nie aplikuję ani korektora, ani podkładu, ani pudru czy bronzera/różu. Stawiam tylko na rzęsy i brwi.

WITAMINA D
Kiedy zaczęłam stawiać na naturalność w mojej codzienności zagościła także witamina D. To nie prawda, że 15 minut na słońcu wystarczy, aby wytworzyć jej odpowiednią ilość. Powinno się ją przyjmować przez cały rok, co najmniej 2000 jednostek. Mi udało się kupić wit. D3+MK7 5000 jednostek i co dziennie przyjmuję jedną tabletkę. Niestety, inne suplementy, które mają poprawiać wygląd włosów, skóry czy paznokci w większości nie działają.

SPECJALNA DIETA
Niczego takiego nie mam. Jem na co mam ochotę, ale staram się unikać czekolady, słodyczy czy chipsów. Fast Food od czasu do czasu gości na moim stole :D. A tak poza tym, jestem typem, który przez cały dzień może zjeść 2-3 kanapki.

Tak prezentuje się moja codzienność. Myślę, że nie jest to nic nadzwyczajnego, ale przynosi pozytywne skutki, więc nie rezygnuję z niej.

A Wy stosujecie naturalną pielęgnację? Może wolicie drogeryjne kosmetyki?
Czytaj dalej »