Kartki upominkowe na Dzień Matki do pobrania

Dzień Matki to dla każdego dziecka jeden z ważniejszych dni w roku. To właśnie w tym dniu o wiele lepiej jest dawać niż brać. Z tej okazji przygotowałam dla Was 5 kartek upominkowych, które możecie podarować swojej mamie.

Kochanej Mamie - pobierz 


Kochanej Mamie w Dniu Matki - pobierz 


Kocham Cię Mamo - pobierz 


Kochanej Mamie - pobierz 

Jesteś najlepszą Mamą - pobierz  

JAK WYDRUKOWAĆ?
Na jednej stronie A4 znajduje się przód oraz tył kartki upominkowej, całość zapisana jest w formacie PDF. Dodatkowo, na osobnej stronie możecie wydrukować wkładkę z życzeniami. Jest ona w mniejszym rozmiarze niż dana kartka, tak aby zachować estetyczny margines z każdej ze stron. Dla ułatwienia bardzo jasną szarością narysowałam linie wzdłuż których trzeba całość albo wyciąć albo zgiąć - będziecie wiedzieli. Aby całość pięknie się prezentowała, a kolory były odpowiednio żywe i intensywne, polecam drukowanie powierzyć odpowiedniej drukarni. Oczywiście, możecie wykonać to samemu. Warto zastanowić się nad gramaturą papieru oraz jej ewentualnym wzorem. Dobrze byłoby wybrać kartkę o wyższej gramaturze niż typowy blok techniczny, w białym kolorze. Jeśli zdecydujecie się drukować samodzielnie, zaznaczcie opcję, aby druk był w najlepszej jakości.

Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis będzie dla Was pomocny i wykorzystacie przygotowane przeze mnie propozycje. W moim kalendarzu zapisane mam kolejne projekty, które systematycznie będę realizować. Mogę Wam tylko zdradzić, że przede mną wiele fajnych graficznych zadań.

Jak podobają się Wam dzisiejsze kartki? Jakie są Wasze pomysły na prezenty dla mamy?
Czytaj dalej »

I'M MATTE TOP COAT

Efekt matowych paznokci bardzo mi się podoba. Czasami na wszystkich paznokciach, czasami tylko jako dodatek. Nie znalazłam jeszcze takiego topu hybrydowego, który dawałby zadowalający efekt. Przez przypadek na Aliexpress trafiłam na I'M MATT TOP COAT, który jak wszystko z Chin kosztowało grosze. Po paru tygodniach paczka do mnie dotarła i rozpoczęłam testy.
Top mieści się w czarnej, matowej buteleczce wykonanej z plastiku. O zgrozo! Mieści w sobie 8 ml produktu. Tutaj, po raz kolejny, buteleczka jest dużo mniejsza niż te od Semilaca czy pojemniczków żeli CANNI, a objętościowo jest więcej emalii. Zapachem mnie lekko odstrasza, bo po prostu śmierdzi. Konsystencja jest ok. Nie jest ani za rzadka, ani za gęsta. Fajnie się rozprowadza. Nie spływa na skórki. Pędzelek jest średnio długi, ale wąski, prosto ścięty i dość sztywny. 
Top utwardza się w 15 s w lampie LED 48 w na mat bez klejącej warstwy. Chociaż moim zdaniem do matu mu daleko. Mimo wszystko całość bardzo lekko się świeci, przypominając bardziej satynkę. Nie jest to bardzo uciążliwe, ale jeśli któraś z Was szuka 100% matu, tutaj go nie znajdzie. Ze względu na jego naprawdę niską cenę można mu wybaczyć te wady.
Na oku mam jeszcze jeden top, tym razem z Semilaca. Być może on da mi ten wymarzony efekt.


Znacie ten produkt? Który matowy top Waszym zdaniem jest idealnym?
Czytaj dalej »

Resibo, odżywczy balsam do ciała

Balsamowanie ciała to moja słabość. Zapominam o tym bardzo często. Dlatego sporo czasu zajęło mi wyrobienie zdanie o odżywczym balsamie do ciała marki Resibo. Jeśli jesteście ciekawe jak wypadł w moich testach to zapraszam na post.
Odżywczy balsam do ciała to kompozycja naturalnych, specjalnie wyselekcjonowanych składników, które łącząc i wzajemnie wzmacniając swoje właściwości odżywiają, regenerują i odbudowują strukturę komórek nawet najbardziej wymagającej skóry. W składzie balsamu przeważają oleje. Olej monoi to składnik, który powstaje przez połączenie oleju kokosowego i ekstraktu z kwiatów gardenii tahitańskiej. Działa na skórę jak opatrunek, natłuszcza, nawilża i wygładza ją. Wykazuje także silne działanie przeciwzapalne i łagodzące, jednocześnie tworząc warstwę chroniącą skórę przed wiatrem i nadmiernym słońcem. Olej kukui, to z kolei źródło kwasów linolowego i linolenowego mających silne działanie wygładzające i łagodzące podrażnienia. Panthenol, czyli prowitamina B5, regeneruje i odbudowuje naskórek, przynosząc skórze ulgę i odpowiednie nawilżenie. Jednak prawdziwą bombą witaminowo-odżywczą jest miodunka plamista, rosnąca na Syberii roślina, bogata w witaminy A, E, B, C oraz karoten, która odżywia skórę, a wzmacniając zachodzące w niej procesy metaboliczne pomaga przywrócić jej naturalne funkcje ochronne.
Dodatek naturalnych, pozyskiwanych z poszanowaniem zasad „zielonej chemii”, emolientów sprawia, że balsam tworzy jedwabistą, łatwą do rozprowadzania konsystencję niepozostawiającą uczucia tłustości na skórze.

SKŁAD: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol*, Propanediol, Isoamyl Laurate*, Coco Caprylate/Caprate*, Glyceryl Stearate Citrate*, Aleurites Moluccana Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cetyl Esters, Caprylic/Capric Triglyceride*, Cocos Nucifera Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Pulmonaria Officinalis Extract, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Panthenol, Tocopherol, Sodium Phytate, Glyceryl Caprylate*, Xanthan Gum, Citric Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Parfum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Coumarin, Limonene, Amyl Cinnamal, Anise Alcohol

Balsam znajduje się w tubie idealnie pasującej do pozostałych kosmetyków. Cieszy mnie to, że to tuba. Po jej boku jest transparentne miejsce, które ukazuje ile go zużyłam. W końcu nie muszę się zastanawiać czy dużo go zostało czy też nie.
Balsam jest koloru białego, a delikatnymi waniliowymi tonami. W konsystencji nie jest ani wodnisty, ani bardzo zwarty. To coś w rodzaju kremu Nivea, delikatnie rozrobionego. Po rozsmarowaniu pozostawia białe ślady, a całość dość długo się wchłania. Nawet, gdy myślę, że dobrze go zaaplikowałam. Gdy już zniknie z mojej skóry, pozostawia ją miękką i odżywioną, ale nie zauważyłam aby była ona zregenerowana, pomimo że bardzo starałam się być systematyczna w swoich testach. Występuje też film, na szczęście nie tłusty, ale zdecydowanie muszę zaczekać dłuższą chwilkę aż ubiorę spodnie czy spodenki od piżamy. Moja skóra, szczególnie na piszczelach lubi się przesuszać, b a r d z o! Na szczęście ten kosmetyk pomógł mi to ograniczyć, więc myślę, że jest świetny w nawilżaniu. Mimo to w moim odczuciu wypada dużo słabiej niż wcześniejszy produkt marki Resibo - olejek do demakijażu, który testowałam. Tamten był moim prawdziwym odkryciem, faworytem w codziennej pielęgnacji i ulubieńcem. Balsam jest raczej średniakiem, który oprócz nawilżenia i odżywienia nie daje nic więcej. Nie miałam co do niego wielkich wymagań. Miałam jednak nadzieję, że będzie lepiej regenerował, bo bywają dni, kiedy nawet po depilacji mam podrażnioną skórę z maleńkimi rankami. Na plus jest to, że nie powoduje uczulenia i zapach, który może nie przenosi mnie w egzotyczne kraje, ale sprawia, że aż chce się go wąchać.

Znacie ten balsam? Jakie jest Wasze zdanie na jego temat? Często do niego wracacie?
Czytaj dalej »

Selfie Project, kosmetyki do pielęgnacji ust

Pielęgnacja ust jest bardzo ważna. Należy o nie dbać nie tylko zimą, kiedy są siarczyste mrozy, ale cały rok. Dzięki temu suche czy mocno popękane skórki nie są straszne, a każda pomadka wygląda świetnie. Dziś mam dla Was post o Selfie Project i kosmetykach do pielęgnacji ust.

Jagodowy olejek do ust #PocketHero pielęgnuje usta, nadaje im soczystego blasku i odświeża zmysły kuszącymi zapachami owoców. Dzięki mocy wyjątkowych Olejów z Orzechów Laskowych i Jojoba, odżywia, nawilża i regeneruje usta, które stają się miękkie i pięknie podkreślone. Profesjonalne kosmetyki Selfie Project są bogate w naturalne, botaniczne składniki aktywne.

Składniki aktywne: Kompozycja Oleju Jojoba i z Orzechów Laskowych, bogatych w kwasy tłuszczone oraz witaminy A, E i F, intensywnie regeneruje delikatną skórę ust oraz poprawia jej jędrność. Cenne oleje błyskawicznie nawilżają i odżywiają, cofając efekt popękanych i spierzchniętych ust. Pozostawiają je miękkie i gładkie.

SKŁAD: Triisostearin, Tridecyl trimellitate, Diisostearyl Malate, CI 15850, Polyisobutylene, Corylus Avellana Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed oil, Neotame, glyceryl behenate/Eicosadioate, Phenoxyethanol, Parfum.

Olejki do ust są jedynymi, z których nie zrezygnowałam podczas kuracji retinoidem. Nie mogłabym z nim zrezygnować, widząc ile dobrego robią. Selfie Project lubię za to, że te zapachy wcale nie są przesadzone, mocno podkoloryzowane czy chemiczne. Jagoda to jagoda. Pięknie pachnąca.
Olejek znajduje się w klasycznym opakowaniu dla błyszczyka. Jest koloru czerwonego i taki też kolor, chociaż delikatny, nadaje ustom. Sprawdzają się wszystkie zapewnienia producenta. Usta są miękkie, nawilżone i zregenerowane.
Tworzy dobrą bazę pod matowe pomadki, które nie przesuszają, ale wciąż ładnie utrzymują się. Oddałam go mamie.

Malinowy olejek do ust #PocketHero pielęgnuje usta, nadaje im soczystego blasku i odświeża zmysły kuszącymi zapachami owoców. Dzięki mocy wyjątkowych Olejów ze Słodkich Migdałów i Jojoba, odżywia, nawilża i regeneruje usta, które stają się miękkie i pięknie podkreślone.

Składniki aktywne: Kompozycja Oleju Jojoba i ze Słodkich Migdałów, bogatych w kwasy tłuszczone oraz witaminy A, E i F, intensywnie regeneruje delikatną skórę ust oraz poprawia jej jędrność. Cenne oleje błyskawicznie nawilżają i odżywiają, cofając efekt popękanych i spierzchniętych ust. Pozostawiają je miękkie i gładkie.

SKŁAD: Triisostearin, Tridecyl Trimellitate, Diisostearyl Malate, Polyisobutylene, CI 15850, Cl 77742, Simmondsia Chinensis Seed oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Neotame, Glyceryl behenate/Eicosadioate, Phenoxyethanol, Parfum, Citral, Alpha-Isomethyl Ionone.
Tak naprawdę nie ma wielkiej różnicy między nim, a jagodowym olejkiem. Z pewnością różnią się zapachem i smakiem. Ten jest iście malinowy. Nadaje ustom różowy kolor i pozostał w mojej kosmetyczce.

Cukrowy peeling do ust #SugarKiss błyskawicznie wygładza, zmiękcza i regeneruje usta. Peelingujące Kryształki Cukru oraz Zmielone Łupiny Orzechów zatopione w odżywczym balsamie złuszczają naskórek, przez co usta odzyskują zdrowy, zmysłowy wygląd. STOP spierzchnięciom i suchym skórkom!

Składniki aktywne: Kryształki Cukru stopniowo rozpuszczają się na ustach, równomiernie je wygładzając. Zmielone Łupiny Orzechów efektywnie i bez podrażnień złuszczają martwy naskórek, przywracając ustom ich naturalny zdrowy wygląd.
Olej ze Słodkich Migdałów głęboko odżywia i nawilża skórę, zapobiegając wysuszeniu ust.

SKŁAD: Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Palmitate, Ozokerite, Sucrose, Tridecyl Trimelliate, CI 15850, CI 77742, Copernicia Cerifera Cera, Silica Dimethyl Silylate, Juglans Regia Shell powder, Ptunus Amygdalus Dulcis Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Parfum, Citral, Aplha-Isomethyl Ionone.
Peeling zamknięty jest w małym słoiczku. To już chyba standard dla tych, których użyłam. Z daleka wygląda jak pyszny mus malinowy. Pachnie obłędnie - wszak kocham maliny.
Po wyjęciu odrobiny ze słoiczka kosmetyku od razu można wyczuć, że drobiny cukru są sporej wielkości oraz ostre. Całość bardzo dobrze rozprowadza się na ustach, ale pomimo zapewnień producenta cukier nie rozpuścił się. Kryształki uciekały mi gdzieś po między palcami, kiedy wykonały już swoją robotę.
A jakie uzyskałam efekty? Zazwyczaj tego typu peelingi nie przynoszą u mnie dobrych skutków. Zamiast pomagać wiele razy szkodziły. Byłam w pozytywnym szoku, gdy po zmyciu wacikiem resztek moje usta były jakby wypełnione, przyjemnie gładkie. Żadnej suchej skórki. Nie mogłam nie wykorzystać tej okazji do sprawdzenia czy ten zabieg nadaje się nie tylko pod dalszą pielęgnacje, ale także matowe pomadki. One bardzo lubią przesuszać. Na szczęście nawet po kilku godzinach wciąż miałam cudowne usta.
Jest to pierwszy drogeryjny peeling, którego naprawdę polubiłam. Wracam do niego za każdym razem, gdy widzę że usta tracą swoją sprężystość i mam suche miejsca. Z tym kosmetykiem wiem, że za chwile znów będą idealne.

Odżywczy balsam do ust błyskawicznie nawilża i odżywia usta, przywracając im perfekcyjną miękkość i gładkość. Błyskawicznie regeneruje spierzchnięte skórki, wzmacnia naturalny blask. Usta stają się pełniejsze i zniewalająco piękne. Kuszący, miętowy zapach orzeźwia i pobudza zmysły!

Składniki aktywne: Odżywcze Masło Shea i Olej z Dzikiej Róży, bogate w kwasy tłuszczowe oraz witaminy A, E, i F, intensywnie regenerują delikatną skórę oraz cofają efekt popękanych i spierzchniętych ust. Niczym nawilżający kompres, błyskawicznie przywracają ustom odpowiednie nawodnienie, komfort i zmysłowy wygląd.

SKŁAD: Paraffinum Liquidum, Ozokerite, Ethylhexyl Palmitate, Tridecyl Trimelliate, Polyisobutylene, Isononyl Isononanoate, hydrogenated Microcrystalline Wax, Cl 42090, Cl77492, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Parfum, Benzyl Salicylate, Eugenol, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.
Pierwszym co rzuca się w oczy to kształt opakowania balsamu. Do złudzenia przypomina zielony makaronik. Fajnie jest mieć ładnie wyglądające kosmetyki, a nie tylko takie które mają działać. Jego zapach przypomina mojito z miętą. Kolor ma cudnie zielony.
Jednak nie jest to tak idealny produkt. Przynajmniej dla mnie. Strasznie ciężko jest mi go wydobyć z opakowania. Nie lubię grzebać paznokciami w żadnym kosmetyku. Staram się wydobyć go na opuszku palca. W tym wypadku trudno jest, abym na opuszek nabrała taką ilość, która spokojnie pozwoli mi na wybalsamowanie ust. Mam nadzieję, że tylko ja tak mam, a Wam nie sprawia to trudności. Swoim sposobem aplikuję go na usta - traktuje go jak pomadkę :D.
W tej roli spisuje się o wiele lepiej, a ja mam go dość sporej ilości. Na ustach czuję miętę, już nie z mojito. Są one pokryte delikatnym filmem. Wg mnie świetnie sprawdziłby się na mrozy oraz, jak już wspomniałam nie raz, pod matowe pomadki. Nie zauważyłam, aby wypełniał usta, ale nawet na to nie liczyłam.

Z całej czwórki jestem naprawdę zadowolona, chociaż najbardziej do gustu przypadł mi duet olejek malinowy-peeling malinowy. Ten zestaw jest świetnym rozwiązaniem. Jeśli chcecie delikatniejszego efektu lub Wasze usta nie potrzebują średniej czy dużej regeneracji, polecam Wam balsam Mojito Mint.

Znacie kosmetyki Selfie Project? Który z dzisiejszego wpisu spodobał Wam się najbardziej?
Czytaj dalej »

Ambra, lane perfumy francuskie

Każda kobieta lubi otulać się pięknymi, wytrzymałymi zapachami, które będą towarzyszyły nam w danym elemencie dnia bez obawy o szybkie wywietrzenie. W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam dwa lane francuskie perfumy Ambra o nr 228 oraz 172. Oba perfumy znajdują się w takich samych, minimalistycznych, ale sporych flakonach.

Donatella tworząc Versace 'Bright Crystal', pragnęła stworzyć perfumy świeże i kwiatowe. Świetlisty, kryształowy flakon Versace 'Bright Crystal' kryje orzeźwienie, odurzającą moc kwiatów, oraz zmysłowość - podane w najbardziej eleganckiej i luksusowej formie.
Nuta głowy: owoc granatu, yuzu, akord mrozu
Nuta serca: magnolia, piwonia, kwiat lotosu
Nuta bazowa: ambra, drewno mahoniowe, piżmo

Nie ma co ukrywać, że zapach Bright Crystal od Versace jest jednym z moich ulubionych. Wzdycham do nich od dłuższego czasu, ale cena jest jak dla mnie nieco za wysoka, abym mogła pozwolić sobie na taki wydatek. Ucieszyłam się, gdy znalazłam go wśród innych zapachów i od razu dodałam do koszyka. Po otrzymaniu paczki i powąchaniu perfum wiedziałam, ze to jest to! Idealnie odwzorowany zapach Versace. Piękny, kwiatowy, bardzo kobiecy. Jest jednak wyjątek. Praktycznie po godzinie czy dwóch w ogóle go nie odczuwam! Nie wiem czy to moja skóra jest tak odpychająca trwałość nieoryginalnym perfum, ale zapach ulatnia się szybko. Jestem zawiedziona, bo zapach jest przepiękny.

Damska woń ETERNITY NOW kontynuuje tradycję marki Calvin Klein związaną z kwiatowymi kompozycjami i otwiera się śmiałym wybuchem świeżości dzięki soczystej nektarynki, smakowitego liczi oraz sorbetu z pigwy. Nuty otulają skórę lekkimi owocowymi akordami i emanują młodzieńczą energią. Serce zapachu zakwita bukietem piwonii, kwiatami brzoskwini i płatkami neroli prowadząc do bazowych akordów miękkiego kaszmiru, woni zmysłowego ambroxu i cennego piżma. Zapach opowiada o uwodzeniu, stąd jego moc pięknej miłosnej historii, która ma się za chwilę wydarzyć.
Nuta głowy: liczi, pigwa i sorbet
Nuta serca: piwonia, kwiat brzoskwini i neroli
Nuta bazowa: drzewo kaszmirowe, ambroksan i piżmo

Drugi zapach, czyli Eternity Now od Calvin Klein brałam całkowicie w ciemno. Jeśli czytacie mnie uważnie, to wiecie, że wyobrażenie sobie zapachów jest dla mnie bardzo trudne. Niby wiem jak pachną osobno składniki, ale złożenie ich razem nigdy nie daje dobrych efektów.Wyobrażałam sobie go zupełnie inaczej. Myślałam, że będzie bardziej delikatny, kwiatowy, podobny nieco do Versace. Jednak jest jego zupełną przeciwnością. W moim odczuciu 172. jest bardziej orientalny, ciężki. Dla starszych, eleganckich kobiet. Starszych, czyli w okolicy 30-50 lat, nie koniecznie seniorek po 60. roku życia. Zdecydowanie pasuje do dyrektorów, prezesów, właścicieli firm czy na wieczorne wyjścia. Dla mnie, jako młodej mamy, pełnej życia z mnóstwem pomysłów na minutę jest zbyt oficjalny. Dlatego powędrował do mojej mamy. A jak z trwałością? Podobnie do Versace, chociaż w tym przypadku nawet mi to nie przeszkadzało.

Z tego duetu bardziej (chyba nawet najbardziej) podoba mi się pierwszy perfum. Gdyby jego trwałość była troszkę dłuższa uznałabym go za swój tani ideał, bo przecież jest spora przepaść w cenie.

Znacie lane perfumy Ambra? Lubicie Versace lub Calvin Klein? Który z tego duetu jest waszym faworytem?
Czytaj dalej »

Wygraj jeden z pięciu zestawów lakierów hybrydowych!

Dziewczyny! Dziś konkurs dla każdej paznokciomaniaczki. Do wygrania jest jeden z pięciu zestawów lakierów hybrydowych marki MAGA (kolory lakierów wybierzecie wg własnych upodobań). Zgłoszenia odbywają się poprzez Facebook, Instagram lub bloga.
Poniżej przedstawiam Wam wszystkie wymogi, które należy spełnić, aby wziąć udział w naszym konkursie.

BLOG:
1. Obserwator bloga www.Asiulcowa.pl
2. Wklejona grafika konkursowa
3. Polubiony FanPage marki MAGA
4. Rejestracja w sklepie on-line
5. Odpowiedź na pytanie: Co podoba Ci się w marce MAGA?

INSTAGRAM:
1. Obserwator profilu AsiulcowaPl
2. Obserwator profilu Maga.CreateYourWorld
3. Udostępniona publicznie grafika konkursowa
4. Polubiony FanPage marki MAGA
5. Rejestracja w sklepie on-line
6. Odpowiedź na pytanie: Co podoba Ci się w marce MAGA?
7. Zaproszone dwie osoby

FACEBOOK:
1. Obserwator FanPage Asiulcowa Beauty
2. Polubiony FanPage marki MAGA
3. Udostępniona publicznie grafika konkursowa
4. Rejestracja w sklepie on-line
5. Odpowiedź na pytanie: Co podoba Ci się w marce MAGA?
6. Zaproszone trzy osoby

REGULAMIN
  1. Organizatorem konkursu są: właścicielka bloga www.Asiulcowa.pl oraz sklep internetowy www.sklep.maga-lab.pl.
  2. Sponsorem nagrody jest właściciel sklepu www.sklep.maga-lab.pl.
  3. Konkurs trwa od 23 kwietnia br. do 07 maja br. godz. 23:59.
  4. Uczestnik może zgłosić się za pośrednictwem bloga Asiulcowa, Facebooka lub Instagrama.
  5. Aby wziąć udział w konkursie należy poprawnie wypełnić wzór zgłoszenia, który podany jest powyżej regulaminu.
  6. Wyniki zostaną ogłoszone w terminie 7 dni roboczych od dnia zakończenia konkursu.
  7. Pięciu zwycięzców ma czas do 5 dni roboczych na przesłanie na adres e-mail asiulcowa.pl@gmail.com swoich danych adresowych. Jeśli po upływie terminu nie otrzymam informacji wybrana zostanie kolejna osoba.
  8. Wysyłka nagrody odbywa się tylko na terenie Rzeczpospolitej Polskiej.
  9. Niniejszy konkurs nie jest grą losową w rozumieniu ustawy z dnia 19.11.2009 r. o grach hazadrowych (Dz.U.09.201.1540 z póź. Zm.)

Powodzenia!
Czytaj dalej »

Odchudzający Masażer Antycelulitowy 6-głowicowy ME7722

Każda z nas marzy o pięknym ciele bez cellulitu i dodatkowych kilogramów. Przed ślubem bardzo systematycznie chodziłam na specjalną bieżnię z ultradźwiękami i podciśnieniem oraz rolki - sporej wielkości obracający się wałek, na którym było mnóstwo mniejszych wałków, ustawiałam wtedy szybkość masowania i intensywność. Po ślubie zaszłam w ciążę, więc ćwiczenia nie były możliwe - przecież w stanie błogosławionym większość kobiet wygląda kwitnąco, ja również. Po porodzie do swojej wagi i sylwetki wróciłam w tydzień. Nie wiem jak to się stało, ale narzekać nie będę. Mieszczę się w swoją ukochaną sukienę i to jest świetne! Jednak teraz, gdy zbliża się lato, a ja planuję wyjazdy, postanowiłam ponownie wrócić do masażu, ale już w domu. Z pomocą przyszedł mi Odchudzający Masażer Antycelulitowy 6-głowicowy ME7722.
Masażer jest niewielkiej wielkości, waży ok. 800 g. Podczas dłuższego masażu można odczuć jego ciężar, ale jest to na plus, ponieważ dzięki temu lepiej oddziałuje na skórę. Przed włączeniem nakładam wybraną głowicę, niżej pokaże Wam moje 3 ulubione. Do wyboru jest ich 6:

  • głowica falista - jest ona najdelikatniejsza. Moim zdaniem przygotowuję skórę i jej głębsze partie na to, co nadejdzie. 
  • głowica z trójkątami - jej wałki zawierają wiele ułożonych równolegle trójkątów. Jest to drugi etap w przypadku redukcji cellulitu
  • głowica z kolczastą rolką - jest najbardziej ostrą i mocno penetrującą głowicą ze wszystkich. Dzięki niej można zadbać o poprawę jędrności skóry.
  • głowica kulkowa - świetnie się sprawdza w okolicy brzucha, jeśli ma się np. zaparcia, dzięki właściwościom rozluźniającym
  • głowica palcowa - jest stosowana do redukcji tłuszczu. 
  • głowica wałkowa - nie używałam jej jeszcze, ale myślę, że będzie porównywalnie działała do głowicy z trójkątami.

 Po włączeniu ustawiam poziom - pierwszy lub drugi. Drugi poziom ma dodatkową funkcję podgrzewania. Na koniec intensywność. Lubię, gdy masażer działa mocno, więc zazwyczaj ustawiam wszystko na ful. Przez swoją pracę wytwarza dźwięk mocnego wibrowania, dlatego staram się nie używać go przy dziecku, ażeby się nie przestraszyła.
W moim przypadku, masażera najczęściej używam na uda i bryczesy, dlatego mam zawsze włączony poziom drugi z największą intensywnością oraz na podróbek. 
Po założeniu głowicy można ją dodatkowo zabezpieczyć specjalną nakładką z materiałem. Po dokładnym przetestowaniu zrezygnowałam z niej ponieważ w pewnym stopniu łagodziła działanie masażera, ale jeśli któraś z Was obawia się, że taki masaż może spowodować ból czy dyskomfort, śmiało możecie ją nadkładać. 
Jak już Wam wyżej wspominałam używam trzech, które najbardziej lubię. Jest to głowica falista, głowica z trójkątami oraz głowica kolczasta. 
Na uda i bryczesy najchętniej wykonuję masaż ostatnią z głowic. Obawiałam się bólu, bo podczas pracy masażera cała końcówka wraz z głowicami wykonuje mnóstwo ruchów, a rolki na które chodziłam sprawiały wrażenie mocnego nakłuwania masowanej części ciała. Po pierwszym razie wiedziałam jednak, że to nic nie boli, a efekty widoczne są bardzo szybko. Głowica kolczasta służy wygładzenia i ujędrnienia skóry. Kolce nie są ostre, ale wyczuwalne podczas masowania. Skóra jest mocno zaczerwieniona, co w ogóle mi nie przeszkadza. Używałam go codziennie i gołym okiem widać, że moje słabe punkty są zdecydowanie mniejsze. Myślę, że w połączeniu z fajnym żelem, który pomaga w spalaniu cellulitu, w krótkim czasie mogę osiągnąć efekty, na które musiałabym sporo pracować.
A co z moim podbródkiem? Na bodajże trzy miesiące przed ślubem ukazał się drugi podbródek. Wieczorem go nie było, a rano już się ukazał. Nie był on wielkich rozmiarów, ale powodował dyskomfort - głównie psychiczny. Próbowałam zabiegu karboksyterapii. Pod skórę miałam wstrzykiwany dwutlenek węgla. Nie było to przyjemne, powodowało ból, którego nie byłam w stanie wytrzymać. Nie jestem jakoś słabo wytrzymała. Przeżyłam ciężki, naturalny poród z podwójnym nacięciem, które bardzo wyraźnie i mocno czułam, ale mimo to niechętnie powracam do wspomnień o karboksy. To tak, jak gdyby dostawać po prostu w twarz z mocnego ciosu rękawicą bokserską. Chciałam zabieg powtórzyć, ale koniec końców zrezygnowałam. Po dwóch latach postanowiłam, że na swoją odpowiedzialność (bo kto nie ryzykuje nie pije szampana) wypróbuje masażera. Na pierwszy ogien wybrałam głowicę kulkową. To nie była dobra opcja. Po włączeniu urządzenia i przyłożeniu do skóry trochę mnie pobiło. Wybrałam najłagodniejszą głowicę falistą na drugim poziomie z intensywnością mniej więcej w połowie. Masowałam przez 10 minut starając się uwzględnić cały podbródek, ale uważając aby za mocno nie docisnąć go do krtani, ponieważ powodował uczucie duszenia. Wibracje, które są wytwarzane są naprawdę bardzo przyjemne. Nic nie boli, ale jest uczucie mocnego masowania. U mnie nie powoduje to żadnego dyskomfortu. Zauważyć można jak cała skóra mocno faluje. Po skończonych 10 minutach w pierwszym razie od razu zauważyłam pozytywne efekty. Zastanawiałam się czy to tylko mi się wydaje, dlatego zapytałam o zdanie moją mamę, która potwierdziła, że jest to widoczne. Tym sposobem metoda ta stała się moim małym ratunkiem. 
Jeśli borykacie się z problemem skórki pomarańczowej i nie wiecie jak sobie z nią poradzić, polecam Wam ten masażer. Mi pomógł i mam nadzieję, że Wam również. 

Jakich sposobów używacie na redukcję cellulitu? Używałybyście masażera?
Czytaj dalej »

Sylveco, lekki krem rokitnikowy, krem brzozowo-rokitnikowy i pomadka ochronna

Markę Sylveco znają chyba wszystkie bloggerki. Być może nie każda z Was testowała ich kosmetyki, ale na pewno nie raz i nie dwa czytała recenzję. Sylveco to polski producent kosmetyków naturalnych, powstających z pasji i fascynacji bogactwem otaczającej przyrody. Także i ja miałam przyjemność testować trzy kosmetyki, z których musiała zrezygnować na rzecz swojej kuracji retinolem, która mam na dzieję przyniesie mi wymarzone efekty. Dwa kremy oddałam mamie, a pomadkę nadal mam ja.

LEKKI KREM ROKITNIKOWY
Skóra zmęczona, szara i ziemista, pozbawiona blasku lub przesuszona, z pierwszymi oznakami starzenia, wymaga wzmocnienia i rewitalizacji. Lekki krem rokitnikowy, z bogatym w substancje odżywcze olejem z owoców rokitnika, zapewni skórze prawdziwy zastrzyk witamin, wyrówna koloryt i przywróci blask.

Hypoalergiczny lekki krem rokitnikowy jest przeznaczony do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju cery i zapewnia ochronę skóry z oznakami starzenia. Zawiera bogaty w witaminy i mikroelementy olej rokitnikowy, o wyjątkowym działaniu odżywczym, rewitalizującym i wzmacniającym. Ekstrakt z kory brzozy, dzięki właściwości pobudzania syntezy kolagenu i elastyny, skutecznie opóźnia proces powstawania zmarszczek. Naturalne oleje roślinne i masło karite odbudowują warstwę wodno-lipidową i w połączeniu z alantoiną zapewniają skórze szybkie ukojenie. Ekstrakt z aloesu przywraca właściwy poziom nawilżenia, natomiast dodatek witaminy E zabezpiecza skórę przed negatywnym wpływem środowiska. Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, zawierający saponiny, ułatwia wnikanie składników aktywnych głębiej do skóry. Krem może być stosowany pod makijaż oraz na okolice przemęczonych oczu.

WSKAZANIA: do pielęgnacji skóry zmęczonej, ze zmarszczkami, szarej i ziemistej, pozbawionej blasku, przesuszonej; w przypadku trądziku różowatego, rozszerzonych naczynek.

Dobre efekty uzyskamy stosując równolegle krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną na noc, w celu lepszego odżywienia skóry.

Przebadany dermatologicznie. Hypoalergiczny. Pojemność: 50 ml.

SKŁAD: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycine Soja Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate,Hippophae Rhamnoides Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Betulin, Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Saponaria Officinalis Root Extract.
Krem występuje w 50 ml tubce z wygodną pompką, która (jak już wiecie) dla mnie jest najlepszym rozwiązaniem w każdym kosmetyku pielęgnacyjnym. Działa ona bardzo sprawnie, ale jedno jej naciśnięcie wydobywało za dużo kosmetyku na moją twarz, więc stosowałam pół-pompki. Krem jest koloru kogla-mogla, chociaż zauważyłam, że lubi się nieco rozwarstwiać i występują w nim co najmniej 3-4 odcienie żółci. Rozsmarowuje się łatwo i przyjemnie. Ma lekko tłustą konsystencje, która nie każdemu może przypaść do gustu. Dzięki swojej żółtej barwie używałam go tylko na noc. Moja cera po dokładnej aplikacji zyskiwała kurczaczkowy odcień. Dziwnie to wyglądało, więc postanowiłam, że w ciągu dnia na pewno go nie użyję. Zapach jest dla mnie całkowitą nowością. Jeśli to rokitnik, nie jest to zabójczo piękny aromat, ale utrzymuje się statystycznie długo.
Krem po rozsmarowaniu bardzo szybko się wchłania, pozostawiając żółty, lekko oleisty film. Moja cera jest po nim bardzo miękka w dotyku i dobrze nawilżona Niestety u siebie nie zauważyłam innym efektów. Jednak myślę, że osoby z ziemnistą czy szarą cerą mogą być z niego zadowolone, bo właśnie dzięki kolorowi tego kremu ich cera nabierze ładniejszego i zdrowszego kolorytu.

Owoce rokitnika zwyczajnego stanowią od wieków prawdziwą skarbnicę witamin i mikroelementów. Duża zawartość oleju rokitnikowego w kremie, przejawiająca się charakterystycznym zabarwieniem, to dla skóry gwarancja odżywienia i odnowy. Krem dzięki bogatej konsystencji, pielęgnuje szczególnie cerę dojrzałą, z rozszerzonymi naczynkami i która utraciła zdrowy koloryt.

Hypoalergiczny krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną nie zawiera konserwantów ani kompozycji zapachowych, dzięki czemu jest szczególnie polecany dla skóry wrażliwej i skłonnej do uczuleń. Główne substancje aktywne – betulina i kwas betulinowy, uzyskiwane z kory brzozy – łagodzą i regenerują skórę. Krem został wzbogacony olejem z rokitnika, zawierającym przeciwutleniacze: witaminę C i karotenoidy, które mają właściwości odżywcze, gojące i ochronne – wspomagają naturalną odnowę komórek.

Na co dzień zaleca się stosowanie również uzupełniająco lekkiego kremu rokitnikowego, który zapewniając skórze długotrwałe nawilżenie, wyrównuje koloryt i przywraca blask.

Przebadany dermatologicznie. Hypoalergiczny. Pojemność: 50 ml.

SKŁAD: Aqua, Glycine Soja Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Cera Alba, Vitis Vinifera Seed Oil, Hippophae Rhamnoides Oil, Betulin, Sodium Stearate, Citric Acid.
Krem znajduje się w słoiczku o pojemności 50 ml. W swojej konsystencji po rozsmarowaniu nie wiele różni się wyżej opisywanego. Również jest lekko tłusty. To co zdecydowanie ich różni to to, że krem z betuliną jest bardziej zwarty. Kolorem przypomina krem z dyni, ale pachnie identycznie jak lekki krem rokitnikowy.
Użyłam go zaledwie parę razy. Przeszkadzała mi w nim ta konsystencja i fakt, że moja twarz przybierała żółtego zabarwienia, jakbym miała żółtaczkę. Nie jestem szczególnym zwolennikiem takiego odcienia, pomimo że na zabarwienie wpłynął olej rokitnikowy. Staram się unikać wszystkiego co oleiste w swojej pielęgnacji, więc także inne olejki (które bardzo lubiłam) odeszły w kąt. Z opisu producenta wynika, że nie jest to krem do mojej cery. Jednak mogę Wam zapewnić, że po wchłonięciu zauważyłam delikatne złagodzenie moich czerwonych miejsc na twarzy, która była widocznie zregenerowana.

ROKITNIKOWA POMADKA OCHRONNA O ZAPACHU CYNAMONU
Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu znakomicie nawilża i natłuszcza usta, zapobiega ich pękaniu i wysychaniu. Doskonale chroni przed słońcem, wiatrem i mrozem. Zawiera bogaty w witaminy i przeciwutleniacze olej rokitnikowy, sprawiając, że usta są odżywione, miękkie i elastyczne. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco i regenerująco na podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki. Pomadka posiada delikatny zapach cynamonu.

Produkt przebadany dermatologicznie. Hypoalergiczny. Waga: 4.6 g.

SKŁAD: Glycine Soja Oil, Cera Flava, Lanolin, Sea Buckthorn Oil, Butyrospermum parkii (Shea Butter), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Oeonthera Biennis (Evening Primrose) Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Betulin, Cera Carnauba, Cinnamonum Zeylanicum Bark Oil.
Pomadka to typowy sztyft o kolorze identycznym dla całej serii. Pachnie podobnie, chociaż tutaj bardzo wyczuwalne są nuty cynamonowe. Jeśli nie lubicie cynamonu, mogą Wam przeszkadzać. Ja go polubiłam już jakiś czas temu, kojarzy mi się on z Bożym Narodzeniem, dlatego narzekać nie będę.
Pomadka rozsmarowuje się bardzo gładko na ustach, pozostawiając warstwę ochronną o neutralnym kolorze. Chwała Bogu! Nie zniosłabym widoku żółtych ust! Zdecydowanie jej ogromnym plusem jest zarówno nawilżenie, jak i natłuszczenie, które występują momentalnie po nałożeniu pierwszej warstwy. Szczerze mówiąc, nie trzeba ich więcej, aby poczuć ulgę dla suchych skórek. Lubię aplikować ją na noc, choć już grubszą warstwą. Rano moje usta są odżywione i nawet mocno wysuszające matowe pomadki nie są im straszne, a prezentują się o niebo lepiej. Po paru minutach może zacząć przeszkadzać Wam zapach, podobnie jak mi, który staje się taki jak w obu kremach. Jednak już po okołu 10-15 minutach staje się obojętny dla mojego nosa, a niektóre olejki wchłonęły się w skórę, przez co efekt nawilżenia pozostaje nawet wtedy, gdy pomadki nie mam już na ustach.
Z całej trójki to właśnie pomadka najbardziej przypadła mi do gustu i gości nie tylko w mojej torebce, ale także na szafce nocnej czyli tam, gdzie mam ją zawsze pod ręką.

Znacie te kosmetyki Sylveco? Który, Waszym zdaniem, zasługuję na najlepszą ocenę?
Czytaj dalej »

Ava Laboratorium, Koktajle Młodości

O swoją cerę i jej dobry wygląd należy dbać od wczesnych lat dorosłości. Po 25 roku życia zaczyna tracić swoją jędrność i elastyczność. Są to naturalne procesy, które możemy zahamować lub spowolnić. Dziś przedstawię Wam dwa koktajle młodości, które testowałam w ostatnim czasie wraz z moich zdaniem na ich temat.

Kompleks nowoczesnych polimerów liftingujących i mikro-alg z Morza Czerwonego w postaci Liftonin®-Xpress natychmiastowo i długotrwale napina, nawilża i uelastycznia skórę. Badania in vivo potwierdziły do 74% redukcję zmarszczek w ciągu 30 dni.
Bogaty w aminokwasy i sole mineralne ekstrakt z białej perły pobudza procesy regeneracyjne i wygładza skórę. Odżywia ją i dodaje blasku.

SKŁAD: Aqua, Glycerin, Hydroxypropyl Methylcellulose, Pullulan, Hydrolyzed Pearl, Porphyridium Cruentum Extract, Sea Salt, Sodium Carbomer, Amodimethicone, Dimethicone, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Pentylene Glycol, Carbomer, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Parfum, Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool, Hydroxycitronellal, Citronellol, Butylphenyl Methylpropional
Koktajl znajduje się w buteleczce wykonanej z ciemnego szkła z pipetką. Zapach ma przyjemny, może odrobinę męski, ale nie jest to uciążliwe. Koloru jest zamglonej bieli. Konsystencje pomimo, że to ciesz, ma dość stałą. Rozsmarowuje się bardzo dobrze, wtedy można już wyczuć wg mnie delikatny zapach pomarańczy, który utrzymuje się aż do całkowitego wchłonięcia kosmetyku. Następuje to w przeciągu minuty, max. dwóch czy trzech w zależności od ilości nałożonego koktajlu, chociaż jest bardzo wydajny. Jedna kropla wystarczy na zaaplikowanie go na połowie lub 40% twarzy.
Po całkowitym wchłonięciu skóra jest lekko klejąca, ale uczucie to znika po paru chwilach. Pozostaje gładkość, dobrze napięcie. Po przetestowaniu go nie zauważyłam spłycenia czy zmniejszenia zmarszczek, natomiast widoczne były efekty regeneracji. Skóra promieniała dobrą kondycją. Myślę, że przy jeszcze dłuższym stosowaniu pozytywne zmiany będą jeszcze lepiej zauważalne.

Niezwykle efektywne połączenie składników o kompleksowym działaniu odmładzającym. Pochodzący z czerwonych winogron, jeden z najsilniejszych naturalnych antyoksydantów – Resveratrol oraz głęboko nawilżający niskocząsteczkowy kolagen skutecznie przeciwdziałają starzeniu się skóry. Ten unikalny kompleks działa przeciwzapalnie, przedłuża żywotność komórek, chroni kolagen i elastynę, wymiata wolne rodniki. Koktajl w widoczny sposób spłyca i wygładza zmarszczki, rozjaśnia i zmniejsza przebarwienia. Kompleks witamin A, E i F poprawia nawilżenie, elastyczność i jędrność skóry.

SKŁAD: Aqua, Glycerin, Isopropyl Myristate, Hydrolyzed Collagen, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Glycine Soja Oil, Pichia/Resveratrol Ferment Extract, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Linoleic Acid, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Parfum
Sposób użycia
Pod względem wyglądu zewnętrznego drugi koktajl nie różni się niczym od pierwszego. Oba produkty zamknięte są w takim samym kartoniku czy buteleczce z pipetką. Zmiany zauważalne są już w konsystencji, kolorze czy zapachu. Jest to kosmetyk płynny, przypominający bardzo rozrzedzoną glicerynę, prawie tak płynną jak woda, na dodatek o takiej samej barwie, czyli całkowicie transparentnej. Zapachem, w moim odczuciu, przypomina brzoskwinię połączoną z miętą. Fajny, orzeźwiający aromat, który w zupełności nie przytłacza.
Koktajl rozsmarowuję się dobrze, przez swoją płynną formę jest jeszcze bardziej wydajny niż poprzednik. Po wchłonięciu także jest kleisty, a zapach zdecydowanie zmienia swój aromat na bardziej chemiczny. Porównując działanie obu koktajli, a zrobiłam dodatkowo szybki test na dłoniach, uważam że ten sprawdza się nieco lepiej, jeśli chodzi o nawilżenie. Natomiast podczas aplikowania go na twarz mogłam zauważyć, że to nawilżenie było naprawdę głębokie i nie ustępowało po jednym dniu. Moje zmarszczki koło oczu, które powstały od zbyt dużej ilości śmiania się zostały spłycone, natomiast te na czole (zmarczki od zdziwienia) subtelnie wygładzone. Nie mam przebarwień, więc u mnie nie miały pola do popisu. Poprosiłam mamę o wykonanie testów u siebie i nie zauważyłyśmy spektakularnych zmian. 

Mając wybierać między tymi dwoma, nie potrafię wskazać jednoznacznie, który sprawdził się lepiej. Myślę, ze warto przetestować oby, aby na swojej skórze się przekonać o działaniu tych koktajli.

Znacie markę Ava i Koktajle Młodości? Który u Was sprawdziłby się lepiej?
Czytaj dalej »