Lorien Nails - lakiery hybrydowe

Cześć Dziewczyny!
Ostatnio pokazuję Wam sporo moich nowości lakierowych. Dziś nie będzie inaczej. Pod lupę weźmiemy hybrydy marki Lorien Nails. Mam nadzieję, że zaciekawię Was nimi :).

Każdy z koloru znajduje się w czarnej buteleczce. W zależności od rodzaju serii wykonane są one z matowego lub błyszczącego materiału. Pędzelek jest z tych średniej długości w kierunku krótkiego, jednak operuje się nim bardzo dobrze. Gęstość hybrydy jest uzależniona od jej koloru. Podobnie jest z kryciem. To co mi nieco przeszkadza to brak jakiejkolwiek informacji o odcieniu z wyjątkiem numerka. Aby znaleźć odpowiedni kolor muszę odkręcać każdą z buteleczek. Z czasem staje się to bardzo męczące.

Easy Color Lorien Nails nr 012
Nr 012 to naprawdę piękne, ale delikatne srebro. Świetnie sprawdzi się w delikatnych, ślubnych zdobieniach jako malutki dodatek (jeden paznokieć czy ornamenty). Jeśli chcemy tylko poświatę, to wystarczy jedna warstwa. Do pełnego krycia potrzeba 2-3 w zależności od intensywności, jaką pragniemy uzyskać. Lakier jest odpowiednio gęsty. Podczas malowania zdarza mu się tworzyć smugi, więc im mniej pociągnięć pędzelka, tym lepiej. Utwardza się w 30 sek w lampie LED 48 W, chociaż myślę, że 10 sek również będzie wystarczające.

Easy Color Lorien Nails nr 021
Złoto, oczywiście moim zdaniem, jest jak dla mnie za żółte. W tym kolorze bardzo ważne dla mnie jest, aby było ono odpowiednio złote, bez widocznie przeważających słonecznych tonów. Mimo to myślę, że znajdą się jego zwolennicy, którzy go polubią. Na pewno podobnie do srebra nadaje się do stylizacji ślubnych, chociaż ja akurat nie byłabym za tym, aby mój paznokieć był w całości nim pomalowany. Zdecydowanie wybrałabym tylko maleńki element. Fajnie komponować będzie się z pewnością z mocną czerwienią czy czernią.
Podobnie jak w 012, w nim także widać pociągnięcia pędzla, ale tutaj o wiele lepiej wygląda jako kryjący, a nie tylko poświata. Gęstością jest porównywalny do srebra. Utwardza się w 30 sek w lampie LED 48 W.

One Step Lorien Nails nr 015
Ten lakier hybrydowy jest dla tych z Was, które chcą szybko wykonać swój manicure. One Step jest ostatnio niezwykle popularne, chociaż mnie wciąż do siebie nie przekonuje. Tutaj wystarczy po prostu nałożyć dwie warstwy koloru, każdą utwardzając i gotowe. Oczywiście płytkę należy przygotować tradycyjnie.
Mam tutaj mały problem z nazwą tego koloru. Dla mnie to fuksja, ale nie wiem czy się ze mną zgodzicie? Bardzo ładnie kryje. Dwie warstwy i sprawa załatwiona. Jest odpowiednio gęsta, na tyle aby nie zalać skórek, ale także rzadka, aby nie tworzyć nią nierówności. W sam raz dla tych z Was, które dopiero zaczynają swoją przygodę z lakierami hybrydowymi. Utwardza się w 30 sek w lampie LED 48 W.

Lakier Hybrydowy Lorien Nails nr 073
Kolor niby nie wyróżniający się z tłumu, bardzo popularny, ale jednak wyjątkowy. Zawiera w sobie mnóstwo drobinek (z pewnością to brokat), które dodatkowo sprawiają, że lakier jest gęsty. Drobinki nie są jednak na tyle duże, aby tworzyły chropowatą czy nierówną powierzchnię, a na paznokciu wyglądają świetnie. Sam lakier kryje po dwóch warstwach, które utwardzają się w 30 sek w lampie LED 48 W.

Lakier Hybrydowy Lorien Nails nr 095
Na koniec zostawiłam sobie istną perełkę. Jest to najbardziej gęsty lakier z całej piątki. Ma sporo drobin, które naprawdę są bardzo widoczne. Dodatkowo to piękny, neonowy róż, który idealnie sprawdzi się na wakacyjne wypady nad morze czy ogólnie na plażę. Kryje po 2-3 warstwach. Lepiej nałożyć jedną więcej, ale mieć pewność, że nie powstaną góry i doliny. Mimo, że obecnie wolę spokojniejsze i bardziej pastelowe barwy, ten lakier wygląda naprawdę przecudownie. Utwardza się w 30 sek w lampie LED 48 W.

Pierwsze spotkanie z Lorien Nails zaliczam do udanych, chociaż, tak jak Wam wspomniałam na początku, brak koloru na nakrętce to ogromny minus.

Znacie Lorien Nails? Jak Wam się podobają hybrydy tej marki?
Czytaj dalej »

Bluesky Polska - blosoom effect

Cześć Dziewczyny!
Efekt blosoom podobał mi się od dłuższego czasu. Zawsze jednak było coś, co rzuciło mi się w oczy bardziej. W końcu się skusiłam i dziś chciałabym Wam opowiedzieć o duecie  Bluesky Blosoom Base White + Blossom Gel BM06.

Bluesky Blossom Base White  
Piękna biała baza, jednak rzeczywiście bardzo rzadka i płynna. Postanowiłam, że będę nakładać ją na wcześniej pomalowane paznokcie białym lakierem hybrydowym, dzięki czemu zminimalizuję ilość warstw oraz ryzyko zalania skórek. Utwardza się standardowo, u mnie to 30 sek w lampie LED 48 W, bez jakichkolwiek problemów

Bluesky Blossom Gel BM06 
Jako lakier, dzięki któremu efekt blosoom będzie widoczny, wybrałam BM06. Spodziewałam się, że jest to kolor jasny. Nie myślałam, że aż tak bardzo. To naprawdę jaśniutki odcień różu, który gdy się rozpłynie, tak naprawdę traci większość swojej pigmentacji. Z nim także nie ma problemów, aby go utwradzić.
Wykonałam nim cztery stylizacje, jednak moim zdaniem najlepiej prezentuje się w formie kwiatka z boku, którego dodatkowo obrysowałam kolorem pozostałych paznokci.
Na powyższym zdjęciu jest bez konturu. Jak można zauważyć efekt naprawdę jest delikatny. Idealnie sprawdzałby się w zdobieniach ślubnych, jednak mimo wszystko dla mnie było to za lekkie.
Lubię takie spokojne zdobienia, ale czasami nawet i na moich paznokciach są zbyt spokojne i mało zauważalne. Pomimo że uwielbiam delikatność, to niejednokrotnie ją podkreślałam, aby było nieco bardziej widoczna.
Tutaj jest w moim ulubionym manicure, które miałam na roczku Martynki. Moim zdaniem w tej wersji zarówno blosoom, jak i cała stylizacja prezentuje się najlepiej. Kolor blosoom oraz różowego lakieru pięknie ze sobą komponują. Oczywiście opiszę Wam je w osobnym wpisie.
Ostatnie zdobienie miałam w Stegnie. Nie mogłam oprzeć się, aby je nie obfocić, więc jest :P. W tej wersji blosoom sprawia, że całe zdobienie nabiera zdecydowanej subtelności.

Zapewne jesteście ciekawe jak się pracuje z Bluesky Blosoom Gel. Tak, jak wspomniałam Wam wyżej, wybrany przeze mnie kolor jest jasny. Myślę, że lepiej wyglądałby na ciemniejszej bazie, ale mądry Polak... Nakłada się go bardzo łatwo. Gdy mam przygotowany paznokieć aplikuję na niego dwie warstwy białego lakieru hybrydowego, każdą utwardzając. Następnie nakładam biel od Bluesky, która jest bazą pod zdobienie. Na szkiełko nalewam jedną kropelkę, która zdecydowanie wystarczy, i cienkim pędzelkiem maluję kwiatka. Zaczynam od jego środka, więc w wybranym miejscu aplikuję małą kropelkę i kolejno płatki. Płatki to kreseczki, które są nieco grubsze od zewnętrznej strony i zwężają ku środkowi. Odczekuję chwilkę, aż wszystko się rozmyje i utwardzam. Jeśli uzyskany efekt mnie satysfakcjonuję, pozostawiam i pokrywam topem. Jeśli chcę coś dodać, maluję cieniutkim pędzelkiem kontur. Próbowałam także z różyczką, jednakże rozpływanie się różu było tak szybkie, że gdy chciałam domalować jej płateczki, wszystko mi się zlewało. Pozostałam więc przy swoich ulubionych kwiateczkach, chociaż na pewno świetnie wyglądać będą także różnego rodzaju kropeczki.
Kwiatka można dodatkowo przyciemnić. Do tego potrzebna będzie baza clear oraz ciemniejszy kolor, np. BM02. Postępuje się analogicznie do pierwszej warstwy, tylko zamiast bieli, nakłada się clear. Dodatkowo kolor sprawia, że całość prezentuje się jeszcze lepiej, więc wkrótce i ja spróbuję.
Do wyboru jest więcej odcieni, które możecie zobaczyć na stronie Bluesky Polska. Mi w oko wpadły już kolejne.

Znacie metodę blosoom? Lubicie takie rozmyte zdobienia? 
Czytaj dalej »

Pierre Rene - lakiery hybrydowe

Cześć Dziewczyny!
Na dziś weźmiemy pod lupę kolejne lakiery hybrydowe, tym razem marki Pierre Rene. Z tą recenzją czekałam dość długo, ale o tym za chwilę. Na początek pokażę Wam kolory, trochę o nich opowiem, a następnie opiszę swoje spostrzeżenia. Zapraszam!
Wszystko co potrzebne do wykonania manicure hybrydowego zamknięte było w czarny kartonik z białym logo marki. Klasycznie, minimalistycznie i elegancko, czyli tak jak lubię. Wewnątrz znalazły się cleaner oraz remover do usuwania lakieru hybrydowego, z którego jak wiecie nigdy nie korzystam. Pilniczkiem idzie mi to o wiele sprawniej.
Były również folie z tkaninką, która pomaga w odmaczaniu hybryd. Pierre Rene było pierwszą marką, u której zauważyłam, że są one pomarszczone, a nie tak jak u większości firm gładkie. Niby szczegół, ale jak dla mnie bardzo pozytywny.
U mnie już pierwszym problemem, jaki napotkałam była baza. Jak dla mnie zbyt lejąca, przez co ciężko mi się z nią pracowało. Z utwardzaniem nie ma żadnego problemu, jednak od początku bardzo zniechęciła mnie do siebie. Bardzo podobnie jest z topem. Dodatkowo po tygodniu, a może i wcześniej zaczął tracić błysk i matowieć. Zdecydowanie jest to nie do przyjęcia, tym bardziej, że mam u siebie produkt, który przez cztery tygodnie wygląda idealnie. Teraz, przeglądając stronę PR, znalazłam informacje, że to nie są baza i top hybrydowy, a żel podkładowy i żel nawierzchniowy. Wielka szkoda, że nie znalazłam tej istotniej informacji na żadnej buteleczce. Dlaczego to takie istotne? Przeczytajcie do końca :)
Oba produkty, tak jak i lakiery hybrydowe mają długie, podwójne pędzelki. Operowanie nimi również nie należy do najprzyjemniejszych.

no.12 - coralish 
Ten kolor miała na paznokciach moja mama. Uwielbia mocne czerwienie, więc postanowiłyśmy, że w jednym z manicure wypróbujemy właśnie ten lakier. Niestety, ten kolor taki nie jest. W buteleczce wydaje się być całkiem fajny. Na paznokciach wychodzi jasno, nieco pomidorowo. Krycie również nie jest jego mocną stroną. Mama miała trzy warstwy standardowej grubości, a i tak widziałyśmy prześwity na końcach. Utwardza się bez zarzutu, ale nie wiem czy zobaczycie go kiedykolwiek na moich paznokciach.

no.27 - mint 
Mięta jest naprawdę piękna. Kryje troszkę lepiej niż powyższa czerwień, ale tutaj też nie ma szału. Mimo to kolor niweluje wszystkie mankamenty. Świetnie będzie wyglądał zarówno do opalonej skóry na lato, ale także w chłodnych stylizacjach zimowych, bo swoimi zimnymi tonami naprawdę mrozi.

no.33 - persian indigo 
Kolor idealnie pasujący do mojego samochodu. Intensywne indigo, które mi nie pasuje na wszystkie paznokcie, ale jako dodatek jest genialny. Kryje po dwóch warstwach i utwardza się w 30 sek w lampie LED 48 W.

no.38 - carmine
Tutaj miałam małą zagadkę. Oczywiście nie trudno domyślić się o jaki odcień czerwieni chodzi spoglądając na nazwę tej hybrydy. Jednak ja karmin znam z zupełnie innych tonów. Kolor karminowy to ciepły i ciemny kolor pochodny, mieszanka brązu z czerwonym wpadająca w bardzo ciemny róż. Bywa mylony z bordowym (źródło: http://pl.kolory.wikia.com/wiki/Karminowy), więc nie wiem czy to ogromny błąd przy nadawaniu nazw, czy Pierre Rene zna inny kolor karminowy. Moim zdaniem, to czerwień mocno wpadająca w róż, która jest neonowa. W tym przypadku, podobnie jak do NO.12 trzeba nałożyć przynajmniej trzy warstwy, aby dobrze zakryć płytkę paznokcia bez prześwitów. Dla mnie to zdecydowanie za dużo, więc rzadko będziemy ze sobą współpracować.
Do mojego boxa dołączony był także pyłek, gwarantujący efekt lustra. W tym wypadku nie mam do czego się doczepić, bo bardzo podoba mi się to co otrzymuję.
Mam nadzieję, że dotrwałyście do tego miejsca. W końcu mogę Wam powiedzieć co sądzę o lakierach hybrydowych marki Pierre Rene. Niestety, nie jest dobrze. Nie jest nawet zadowalająco czy przeciętnie. Jest okropnie...
Mojej mamie na paznokciach trzyma się absolutnie wszystko. Nie ważne czy to tania chińszczyzna za 3 zł czy lakiery z wysokiej półki cenowej. W każdym razie, tak myślałam zanim zaczęłam pracę z tymi hybrydami. Po skończonym manicure byłam zadowolona z efektu. Całość prezentowała się bardzo ładnie, w stylu mamy. Jednak po paru dniach zobaczyłyśmy, że jeden paznokieć się odkleił. Później drugi, trzeci, piąty. Aż finalnie spadły wszystkie 10. Postanowiłam przetestować to na sobie, na nadbudowanych paznokciach. Efekt był dokładnie taki sam. Najczęściej zaczynały odklejać się od wolnego brzegu, kawałkami łamiąc się. Długo szukałam przyczyny. U mnie to normalne, ale u mojej mamy to naprawdę jakaś apokalipsa. Znalazłam ją pisząc ten post. Baza hybrydowa, która powinna być bazą hybrydową jest żelem podkładowym. Jak wiadomo, żel jest dużo twardszy niż baza hybrydowa, przez co znacznie mniej pracuje i szybciej odkleja się od naturalnej płytki paznokcia. Nie próbowałyśmy połączyć Pierre Rene z inną bazą. Szczerze mówiąc mam wiele podobnych kolorów do tych, które prezentuję Wam dziś i wiem, że zawsze świetnie się sprawdzą. Te z PR jak na razie idą w kąt, ale może kiedyś jeszcze je wykorzystam, chociażby do Blur Effect.

Znacie lakiery hybrydowe Pierre Rene? Jak u Was się spisują? Który z dzisiejszych kolorów najbardziej Wam się podoba?
Czytaj dalej »

La Rosa - lakiery hybrydowe

Cześć Dziewczyny!
Myślę, że moje stałe czytelniczki poznały mnie na tyle, że wiedzą jak bardzo lubię testować nowe lakiery hybrydowe. Dziś kolejna marka, którą miałam okazję poznać - La Rosa. Wybrałam 5 odcieni, w ulubionych kolorach. Napiszę Wam po parę słów o każdym, a manicure pokażę Wam w osobnym poście, w których dokładnie go opiszę.
Moje odcienie są bardzo moje. Lubię delikatności na paznokciach. O wiele lepiej czuję się mając jasne, pastelowe kolory niż mocno neonowe. Każdy z lakierów hybrydowych znajduje się w prostopadłościanowej, czarnej buteleczce. Z drugiej strony, na przeciwko logo i napisów dołączony jest także skład. Nakrętka ma przyklejoną etykietę z numerem koloru, który znajduje się także na jej górnej części. Dzięki temu nie trzeba wyjmować po kolei każdej buteleczki, aby znaleźć odpowiednią. Moje kolory na nakrętce w większości odpowiadają zawartości. Które odbiegają, zaraz się przekonacie. Pędzelek jest średniodługi, prosto ścięty. Hybryda nie należy do bardzo gęstych, ale nie jest też szczególnie rzadka. Jak dla mnie jest w sam raz.

LAKIER HYBRYDOWY NO. 010 - róż wenecki
Róż wenecki... Szczerze mówiąc musiałam sprawdzić jaki to odcień różu. Nie bardzo go znalazłam. Po wpisaniu w google ukazała mi się... pomarańcz? Dodatkowo sprawdziłam to także na Wikipedii, która to potwierdziła. Mam go aktualnie na paznokciach i mogę Wam przysiąc, że ten kolor nie wpada w pomarańcz. To piękny, delikatny róż, który będzie pasował do dziewczęcych stylizacji zarówno do ślubu, jak i na co dzień, w każdą porę roku. Myślę, że trafi do różowych ulubieńców.

LAKIER HYBRYDOWY NO. 011 - jasny róż
Myślę, że się ze mną zgodzicie, że ten róż na pewno nie zasługuje na taką nazwę. Moim zdaniem to jasne, ale neonowy róż. Niezwykle piękny i intensywny, ale jednak neonowy. Idealny dla wakacyjnych stylizacji.

LAKIER HYBRYDOWY NO. 079 - beż z połyskiem
Kiedy zobaczyłam ten kolor na stronie La Rosa (linki macie w aktywnych przyciskach z numerem i nazwą nad zdjęciami) bardzo chciałam go mieć. Ostatnio, oprócz wszelkiego rodzaju jasnych różu bardzo lubię beże, ecru i nude (o ile nie są w pomarańczowych, a różowych tonach). Zachwycił mnie na zdjęciu. Jednak po odkręceniu buteleczki czułam się oszukana. Po pierwsze nawet po trzech czy czterech warstwach ten kolor nie kryje idealnie. Po drugie, on nie jest beżowy! To coś z rodzaju przezroczystej truskawki z drobinkami. Do beżu mu naprawdę daleko. O wiele lepiej spisuje się nałożony na białą bazę niż solo. Może być także jako poświata dla kolejnego koloru, o którym zaraz Wam opowiem. Na pewno nie przypomina koloru z etykietki na nakrętce.
Początkowo myślałam, że może jest źle wymieszany, bo hybrydy nawet najlepszych marek lubią się rozwarstwiać, ale nim wstrząsałam na różne sposoby z marnym skutkiem.

LAKIER HYBRYDOWY NO. 100 - mleczny róż
Jeśli jesteście fankami naprawdę delikatnego różu, będzie to lakier odpowiedni dla Was. Rzeczywiście jego krycie nie powala i jest na półprzezroczysty, ale ma w sobie piękne drobinki połyskujące w odcieniach niebieskiego. Uważam, że sprawdzi się cudownie dla Panien Młodych, które stawiają na naturalność, bo w tej kwestii to naprawę ideał.

LAKIER HYBRYDOWY NO. 104 - róż indyjski
Może nie do końca wpasowuje się w kanon różu indyjskiego, bo jest od niego zdecydowanie jaśniejszy, to zupełnie mi to nie przeszkadza, bo jest po prostu piękny. W świetnym, ciepłym odcieniu sprawdzi się na jesień na wszystkie paznokcie, ale także wiosną czy latem jako dodatek. To, co warto zauważyć - fajnie kryje, chyba najlepiej z całej piątki. Idealny dla tych z Was, które nie mogą pozwolić sobie na szałowe paznokcie, a tylko eleganckie. Jest także ciekawą bazą dla NO. 079, z którym tworzy zgrany duet.

Z wyboru lakierów jestem w większości zadowolona. Sugerowałam się ich nazwami na stronie, które odbiegają od rzeczywistości, ale finalnie nazwałam je po swojemu i też jest dobrze. Myślę, że zobaczycie je nie raz na NailLove w ciekawych stylizacjach.

Znacie hybrydy La Rosa? Który z kolorów najbardziej przypadł Wam do gustu?
Czytaj dalej »

Elisium - zestaw maxi FlexyGel

Wiem, że na tę recenzję sporo z Was czeka od dłuższego czasu. Chyba mnie to nie dziwi, bo od czasu gdy po raz pierwszy spróbowałam tego sposobu minęło chyba dwa miesiące. Nie miejcie mi tego za złe. Dzięki temu na spokojnie mogłam wszystko przetestować i opowiedzieć Wam o swoich spostrzeżeniach.
Marka Elisium wprowadziła na polski rynek nowość, a mianowicie FlexyGel. Jest to połączenie metody żelowej z akrylową, dzięki czemu praca staje się dużo łatwiejsza i przyjemniejsza. W skład zestawu wchodzi:

  • Pędzelek ze szpatułką 12
  • Miracle Base Gel 9 ml
  • FlexyGel Milky 25 g
  • Slip Liquid 300 ml
  • Pro Bond No Acid Primer 9 ml
  • Top Coat Shiny 9 ml
  • Lakier hybrydowy w jednym z kuszących odcieni.
  • Pilnik papierowy Elisium

Pędzelek ze szpatułką 
Multifunkcyjny przyrząd z jednej strony zakończony metalową prostą szpatułką, pomoże nabrać odpowiednią ilość FlexyGelu i sprawnie nałożyć go na paznokieć. Końcówka z krótkim włosiem pędzelka nr 11 w szybki i prosty sposób pomoże wymodelować i zbudować paznokieć, natomiast jego zaokrąglony kształt w niezastąpiony sposób modeluje żel w okolicach skórek.
Może powinnam rozpocząć recenzję od FlexyGel'u, ale postanowiłam zrobić to tak, jak jest na stronie producenta. No, ale nie ważne... :)
Na tę szpatułkę w bardzo łatwy sposób można nabrać idealną ilość FlexyGel. Wystarczy wycisnąć go z tubki. Gdy miałam już go na szpatułce bardzo delikatnie przekładałam na paznokieć. Zazwyczaj był to środek, bo właśnie z tego miejsca jest mi najlepiej równo i precyzyjnie rozłożyć cały produkt.
Z drugiej strony znajduje się pędzelek. Myślę, że wszystkie stylistki znają jego kształt doskonale z metody żelowej, w której również spisuje się świetnie. Ten z Elisium nie sprawia żadnych trudności i pracuje się z nim bardzo dobrze. Jedyne co mi przeszkadza to jego łączna długość. Wolę krótsze pędzelki. Dla mnie fajnie byłoby, gdyby te dwa narzędzia były osobno. Zdaję sobie jednak sprawę, że łatwiej jest odnaleźć pędzelek gdy ma się go razem ze szpatułką i odwrotnie. Sama mam ich mnóstwo, a znalezienie odpowiedniego zajmuje sporo czasu.
Jego wygląd zewnętrzny również przyciąga wzrok. Klasyka, to najlepsze określenie.

Miracle base gel 
Baza żelowa Elisium Miracle Base Gel przeznaczona do budowania i stosowania jako baza przy manicure żelowym, dedykowana do pracy z FlexyGelem. Przy pomocy lampy UV/LED w szybki i skuteczny sposób zabezpieczy płytkę paznokcia przed uszkodzeniami, jednocześnie zapewniając trwałość i odporność pozostałych warstw Twojego manicure żelowego.

Myślę, że tutaj nie ma się co za dużo rozwodzić. Stosuję ją na zmatowioną i odtłuszczoną płytkę paznokcia, na której uprzednio zaaplikowałam primer. Utwardzam całość ok. 60 s w lampie LED 48 W. Po wyjęciu nie przecieram cleanerem i zaczynam pracę z FlexyGel.

Flexy Gel 
Utwardzalny za pomocą lamp LED/UV FlexyGel System przewyższa wszelkie dostępne metody stylizacji paznokci!
Za pomocą FlexyGel Milky w łatwy i szybki sposób zabezpieczysz swoje paznokcie przed łamaniem, przedłużysz oraz utwardzisz płytkę paznokciową nadając jej delikatnie mlecznego koloru. FlexyGel Milky dzięki swojej delikatnej barwie pełni doskonałą bazę dla dalszej stylizacji lakierami hybrydowymi oraz klasycznymi.
Produkt nie posiada drażniącego zapachu monomerów co znacznie uprzyjemnia pracę.
Tak, jak możecie wyczytać w jego opisie ma on kolor Milky. Dla mnie, jako właścicielki paznokci, które są malutkie to wyjście idealne. Dlaczego? Bardzo przyjemnie zakrywa granicę pomiędzy łożyskiem, a wolnym brzegiem przez co te moje maleńkie paznokietki nie rzucają się aż tak w oczy.
Jak się z nim pracuje? Naprawdę bardzo dobrze, chociaż uważam, że część z Was może mieć z nim problem. Dlaczego? Po zaaplikowaniu go w wybranym miejscu płytki paznokcia należy go rozprowadzić. Do tego potrzebny jest pędzelek, o którym pisałam Wam wyżej zamoczony w Slip Liquid. Trzeba wypracować sobie moment, w którym wilgotność tego pędzelka jest odpowiednia. Gdy będzie za mokry cała masa zacznie się mocno rozpływać, natomiast gdy będzie za suchy zacznie się lepić. Jednak po jednym, dwóch paznokciach powinnyście wyczuć odpowiedni moment, a wtedy całość będzie szła jak z płatka. Mimo to trzeba być naprawdę zdolnym, aby zalać skórki FlexyGel, bo ja próbowałam na wiele sposobów (czasami z naprawdę mokrym pędzelkiem), ale nigdy mi się to nie udało. Fajne jest to, że tam gdzie po położycie (czy to szpatułką czy mokrym pędzelkiem) pozostanie. Dlatego tutaj jest wielki ukłon dla tych z Was, które nie czują się w żelach. Nie oszukujmy się, średniogęste czy nawet gęste lubią migrować, a te naprawdę bardzo gęste są trudne do nadania odpowiedniego kształtu dla dziewczyn, które nie są wprawione. W przypadku FlexyGel idealnie zbudowane paznokcie są na wyciągnięcie ręki. Do zakończonej pracy utwardzam całą rękę w lampie LED 48 W. Nie ma konieczności, aby każdy paznokieć wkładać do lampy solo. Po tym czasie przecieram cleanerem i nadaję odpowiedni kształt. Piłowania jest niewiele, bo dzięki odpowiedniemu rozłożeniu masy sprawa jest prawie załatwiona. Na koniec ponownie przecieram cleanerem i aplikuję lakier hybrydowy.
Kolor jest mleczno-transparentny. Świetnie wygląda zarówno na naturalnych paznokciach, jak i tych przedłużonych.

Slip liquid 
Płyn przeznaczony do profesjonalnej pracy z FlexyGelem. Aby poznać doskonałe właściwości modelujące podczas nakładania innowacyjnego FlexyGelu zwilż pędzelek w Slip liquid i zachwyć się łatwością rozprowadzania FlexyGelu na paznokciu! Jeżeli FlexyGel zaczyna się lepić ponownie zwilż pędzelek w Slip liquid i kontynuuj modelowanie.
Produkt nie posiada drażniącego zapachu monomerów co znacznie uprzyjemnia pracę.

Nie ma co tutaj dużo gadać :P. Teoretycznie wszystko napisane jest powyżej. Ten Slip liquid pełni bardzo podobną rolę do liquidu w akrylach. Dzięki niemu możliwe jest modelowanie masy FlexyGel. Nie pamiętam, aby podrażniał mój nos, więc jak mniemam jest to bardzo delikatny zapach, który nie przeszkadza podczas pracy. Po skończonej pracy wylewam resztki produktu z kieliszka, nigdy nie przelewam z powrotem do butelki.
Butelka to typowa tuba z pompką. Wolałabym, aby była ona na klik, zakręcana lub typu press. Mam wrażenie, że podczas nalewania Slip liquid do szklanego kieliszka spora ilość ląduje gdzieś obok.

pro bond no acid primer 
Bezkwasowy primer, przywraca paznokciom naturalne pH profesjonalnie zabezpieczając je przez uszkodzeniami. Nakładaj go na czystą płytkę paznokcia, aby ją zdezynfekować i odtłuścić. Dzięki Pro Bond - No Acid Primer baza oraz lakiery i żele światłoutwardzalne będą ściśle przylegać do paznokci, a Ty zyskasz trwały i odporny na odpryskiwanie manicure.

Top Coat Shiny 
Bezbarwny top utwardzalny w lampie UV/LED z nowoczesną formułą
nie pozostawia lepkiej warstwy dyspersyjnej dzięki czemu w szybki i prosty sposób wykończy hybrydowe stylizacje. Dzięki swojej odporności zabezpieczy kolor przed blaknięciem i nada perfekcyjnego blasku.

Lubię w nim to, że nie zostawia lepkiej warstwy. Dla mnie to zaoszczędzony czas, ale także możliwość użycia go do innych hybryd, aby wetrzeć w niego pyłek. Utwardza się w ok. 30 s w lampie LED 48 W. Podczas noszenia manicure nie efekt, który uzyskałam po wyjęciu z lampy nie zmienił się, nie zmatowiał.

033 Original red 
Kusząco soczysty i radosny odcień lakierożelu Elisium Original Red nie pozostawia złudzeń: musisz go spróbować na sobie. Jego zachwycająco odcień w kolorze energetyzująco pomarańczowych pomidorów sprawia, że aż chce się go skosztować.
Myślę, że te z Was które mnie regularnie czytają, wiedzą że czerwień nie bywa często na moich paznokciach. Jeśli już mam ją wybrać, to jest to zawsze mocny odcień, neonowy lub wpadający w róż. 033 jest dla mnie zdecydowanie za jasny. Faktycznie ma kolor pomidorów, które ja nie chętnie widuje u siebie na paznokciach u rąk. Szybciej zaaplikuję go na stopy.
Jednak mimo to bardzo fajnie się nim maluje. Jest odpowiednio gęsty, aby nie zalać skórek. Utwardza się w 60 s w lampie LED 48 W. Każdy z lakierów, bez różnicy czy to baza/top czy kolor mają prosto ścięty, ale dość wąski pędzelek.

Do zestawu był dołączony także pilniczek, któremu nie zrobiłam zdjęcia :P

Zestaw FlexyGel jest fajnym ppołączeniem zalet żelu i akrylu. Po dokładnym utwardzeniu wzmocni cieńkie naturalne paznokcie, ale także pozwoli je przedłużyć. Bardzo lubię go używać, bo dodatkowo świetnie podbija kolory.

Znacie metodę FlexyGel? Stosujecie ją? Czy może wolicie żel lub akryl osobno?
Czytaj dalej »

Tęczowy Projekt Paznokciowy - czerwony

Długo wyczekiwałam tego projektu, chociaż nie ma co się oszukiwać, że większość jego kolorów na moich paznokciach gości naprawdę bardzo rzadko. Dziś pierwszy - czerwony. Od razu wiedziałam, że nie będzie to klasyczna czerwień, bo takową miałam może ze dwa razy. Chciałam coś innego, bardziej wesołego i przypominającego o zbliżających się wakacjach. Postawiłam na lakier hybrydowy marki MAGA nr 404 Love Just Like That.
MAGA nr 404 Love Just Like That to neonowa wersja czerwieni o żelkowatym wykończeniu. Po dwóch warstwach nadal widać delikatne prześwity. Tak jak z każdym lakierem marki MAGA, z tym także bardzo fajnie się współpracuje. Nakłada się go bardzo dobrze przez dość gęstą konsystencję. Utwardza się tradycyjne 60 s w lampie LED 48 w. Kolor jest idealny na lato do opalonej skóry i chociaż początkowo ciężko było mi się do niego przyzwyczaić, bo z reguły noszę jasne róże, to zaczął mi się bardzo podobać.
Aby całość nie była tylko jednym kolorem, na serdecznych paznokciach na bazę VV zaaplikowałam naklejkę wodną. Manicure nabrał nie banalnego wyrazu. Oczywiście skórki jak zawsze są tragiczne, ale nadal nic mi nie pomaga.
Tak właśnie odhaczyłam pierwszą część i czekam na kolejny kolor - pomarańczowy. To będzie mój kolorystyczny debiut, bo zawsze było nam nie po drodze, aż czas w końcu się spotkać.

Jak Wam się podoba dzisiejsze mani? Lubicie neonowe wersje kolorów? 
Czytaj dalej »